Czy profesor Emory Jeffrey Sonnenfeld został przyłapany na nowej aferze Dreyfusa?

Guru biznesu Jeffrey Sonnenfeld to postać ponadprzeciętna i kiedy 26 kwietnia zawiózł mnie przy dużej prędkości na kolację do Atlanty, z jedną ręką na kierownicy szarego Jaguara, a drugą przeglądając dokument na desce rozdzielczej, Krzyknęłam, przeczytam. Skup się na drodze. Dotarliśmy do restauracji. Pan Sonnenfeld wyjął z tyłu kartonowe pudełko z papierami i zaczął opowiadać dowcipy o mojej dziewczynie, którą znał ze studiów. Żebrak na chodniku wyciągnął kapelusz. Pan Sonnenfeld położył pudełko na biodrze i wyłowił banknot pięciodolarowy. Weszliśmy do środka, gdzie rozłożył pudełko na stole. Kelner wyglądał na wstrząśniętego.

Pewnego dnia 17 miesięcy temu pan Sonnenfeld został pozbawiony stanowiska akademickiego i dwóch dużych stanowisk pod zarzutem wandalizmu. Jego federalny pozew przeciwko Uniwersytetowi Emory ujawnił dowody jako śmieszne – w najlepszym razie ślady zadrapań na ścianie. Jednak horror sprowadził mnie do Atlanty: błyskawiczne zrujnowanie kariery wybitnego kolegi z klasy przez jedną z najbogatszych szkół w kraju, wykorzystującą ważne dzienniki jako psy spacerowe wśród pomruków o antysemityzmie.

Pan Sonnenfeld i ja poznaliśmy się w 1972 roku na Harvardzie. Nigdy nie zostaliśmy przyjaciółmi. Byliśmy zbyt podobni, oboje żydowscy maniacy pochodzenia wschodnioeuropejskiego, tacy, którzy wówczas zalewali kampusy Ligi Bluszczowej. Podobnie jak wielu innych Żydów mojego pokolenia, byłem zafascynowany Osami. Wściekałam się na nich, jednocześnie przyglądając się ich minie i ubraniu, aby pozbyć się szorstkich krawędzi. Pana Sonnenfelda nie obchodziły jego ostre krawędzie.

Dziesięć lat później był już kimś wielkim. Jako profesor biznesu, najpierw na Harvardzie, a następnie w Emory’s Goizueta School of Business, Sonnenfeld napisał cztery książki, w szczególności The Hero’s Farewell, szeroko poczytną dyskusję na temat folklorystycznego statusu dyrektora generalnego.

Czarujący i niestrudzony profesor przeprowadził wywiady z 50 członkami kadry kierowniczej, takimi jak David Rockefeller, i to dzięki tym ludziom stał się gwiazdą. Kadra kierownicza potrzebowała edukacji dorosłych, dlatego pan Sonnenfeld rozpoczął jednodniowe konferencje dotyczące przywództwa, które przyciągały dyrektorów naczelnych i naukowców na Uniwersytet Emory z całego kraju. Quincy Jones, Ted Turner, Sumner Redstone, Steve Case of America Online, Michael Dell z Dell Computers – zapłacili za uczestnictwo, ponieważ pan Sonnenfeld był błyskotliwy i zabawny, a poza tym mogli zawierać transakcje na korytarzu. Sesje nie należały do ​​rekordowych, a najzacieklejsi zawodnicy spuścili włosy z nóg. Mógłby wziąć dwie osoby, które całkowicie się ze sobą zgadzają, i pięć minut później zmusić ich do filozoficznej kłótni jak koty z psami – to talent, powiedział profesor biznesu Emory Edgar Leonard.

Pan Sonnenfeld połączył smak barszczu z osobistą prezencją i wizją. Kiedy dyrektor wyciągał notatki, maszerował i rozdzierał je na pół. Wygłaszajcie przemówienia, a potem rozlegną się telefony – powiedział. Siedem lat temu zrozumiał, że przyszłość Internetu oznacza, że ​​dyrektorzy telewizji kablowej, którzy zaczynali karierę wspinając się na słupy telefoniczne, musieli spotykać się z szefami studiów i scenarzystami. „To Oprah Winfrey szkół biznesu” – powiedział Robert Pastor, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Emory.

Dzięki konferencjom szkoła biznesu Emory’ego zyskała ogólnokrajowy profil, jakiego nigdy wcześniej nie miała, zebrała miliony dla uniwersytetu i zapewniła dziesiątkom studentów dobrą pracę. Pan Sonnenfeld też bywał. Każdego Nowego Roku podczas Renaissance Weekend w Hilton Head w Karolinie Południowej biegał z Billem Clintonem. W 1995 r. poradził Prezydentowi, aby w odpowiedzi na niepowodzenia w wyborach śródokresowych zorganizował regionalne szczyty gospodarcze, podobne do szczytu gospodarczego w Little Rock w 1992 r.

Byliśmy na wewnętrznych szlakach, ponieważ tego dnia był przypływ, przypomniał sobie pan Sonnenfeld. Zatrzymaliśmy się, a on zasypywał mnie pytaniami. Odbyły się szczyty; Pomysł ten został publicznie uznany za pana Sonnenfelda.

On cię o tym informuje. Zestawiamy dostojną, elegancką Katharine Graham z Benem Jerrym w ich farbowanych kreacjach typu Cherry Garcia – przechwalał się w raporcie z okazji 20. rocznicy moich zajęć na Harvardzie. Jest aż do przesady hojny, jeśli chodzi o kontakty i dostęp, powiedział Benn Konsynski, profesor biznesu Emory. Potrafi być hiperboliczny, ale zawsze w pozytywny sposób, promując innych.

Jednym z bardziej przejmujących aspektów jego historii jest to, że wielkiemu guru brakowało anten społecznych, aby zrozumieć, jak bardzo jego styl wszedł ludziom w skórę, zwłaszcza błękitnokrwistemu Emory’emu. Emory, 160-letni bastion starej Atlanty, ma oficjalne powiązania ze Zjednoczonym Kościołem Metodystów, a jego przywódcy działają za pomocą wyrafinowanego, staroświeckiego, telegraficznego stenografii, okrytego kościelną pobożnością. Emory'emu podobała się uwaga i pieniądze, jakie otrzymywał pan Sonnenfeld, ale przyćmił własnego dziekana, a prywatnie administratorzy mówili o nim jako o wyrachowanym i samolubnym. W 1996 roku pomógł zorganizować pucz przeciwko nieudolnemu dziekanowi, a rok później, gdy szkoła zdecydowała się go zastąpić, pan Sonnenfeld, który chciał tej pracy, nie zrobił tego, co zrobiłby sprytny operator i ukrył się, ale otwarcie rzucił się w tę sprawę. Napisał list do prezydenta Emory, w którym zakwestionował skład komisji poszukiwawczej. Prezydent zganił go, ostro atakując jego zdumiewający i niepokojąco nietrafny osąd.

Pan Sonnenfeld odpowiedział trzystronicowym listem zawierającym skrajne przeprosiny i powtórzenie krytyki.

Nie możesz sobie wyobrazić, jak źle będę dziś spać – napisał.

Przeciwieństwo profesora jest eleganckie, groźne. Prezydent Emory William M. Chace to mężczyzna o formalnej postawie, dużym czole i lodowatej rezerwie. Ubiera się z nutą arystokratycznej ekstrawagancji i mieszka w posiadłości Tudorów z dachem łupkowym, położonej w czymś, co przypomina angielski park dzikich zwierząt, zwanym Lullwater. Uczony Joyce'a, który z wrażliwością wypowiadał się na temat alienacji Żydów w Dublinie (i ich alienacji tutaj, w swojej książce o Lionelu Trillingu). Jako prezydent Wesleya w latach 1989–1990 jego protekcjonalny styl był tak odrażający, że podczas zamieszek związanych z kwestiami rasowymi jego biuro zostało zbombardowane bombą zapalającą. Jego sposób bycia może być przesadny. Na setkach stron zeznań w sprawie Sonnenfelda pan Chace mówi o wieczorze w nocy, wpływa na królewskie We, mówiąc o angielskim wyrażeniu, i używa dekanalnego jako przymiotnikowej formy słowa dziekan.

Zapytany, dlaczego studenci sprawiali mu trudność w Wesleyan, pan Chace odpowiedział ironicznie: Fakt, że jestem biały.… Że w ogóle kierowałem organizacją faszystowską, która nie tolerowała sprzeciwu i że w ogóle nie szedłem z postępem pracująca klasa robotnicza światowego proletariatu. Przeczytałem to wyjaśnienie kilku osobom, które znały pana Chace’a w Wesleyan. Powiedzieli, że to szaleństwo.

Jest rzeczą oczywistą, że pan Sonnenfeld nie zostałby dekanałem w Emory. I tak w 1997 roku udał się na drugi koniec miasta i dostał posadę dziekana ds. biznesu w konkurencyjnej firmie Georgia Tech. GT zależało im na widoczności i rankingu Business Week, jaki mogła im zapewnić tylko osoba posiadająca pasję i kontakty pana Sonnenfelda. Byli gotowi zapłacić mu 200 000 dolarów, a podczas ostatniego semestru w Emory pan Sonnenfeld zaczął spotykać się z wykładowcami technologii, chodzić na mecze piłki nożnej do loży prezesa ds. technologii i odbierać prezent w wysokości 300 000 dolarów od UPS. Nie tylko pozbawił go prestiżowych skojarzeń, ale pan Sonnenfeld klepnął Emory'ego w oko, bezczelnie nosząc przy nim techniczną wpinkę do klapy.

Ogłoszenie jego planów w „The Atlanta Journal-Constitution” wbiło ostrze jeszcze głębiej. Jego wiadomość rozeszła się tego samego dnia, co wiadomość, że Roberto C. Goizueta, umierający prezes Coca-Coli, przebywał w szpitalu Emory podczas oddawania czci nowej, wartej 25 milionów dolarów Goizueta School of Business. Po raz kolejny pan Sonnenfeld przyćmił starą gwardię. Rozgniewany pan Chace, który uważał ten budynek za najładniejszy, najnowszy budynek na terenie kampusu, zbudowany z wielką miłością i uwagą, zadzwonił do reportera The Journal-Constitution, aby złożyć skargę.

Wejdźcie teraz do najmniejszych umysłów. Nawet gdy profesorowie przenosili swoje szafy na dokumenty i kilometry półek do budynku Goizueta, administratorów zaniepokoiło ponowne pojawianie się wyżłobień i zadrapań na pięknej stolarki wiśniowej i na ścianach. Główna administratorka Charlotte Johnson uznała, że ​​znaki były zamierzone. Zadzwoniła na policję Emory, a 26 listopada 1997 r. funkcjonariusz policji Rick Allen ukrył kamerę wielkości cygara w suficie korytarza na piątym piętrze i włączył magnetowid, nagrywając jeden obraz co sekundę.

Następnego ranka, w Święto Dziękczynienia, funkcjonariusz Allen zatrzymał się pod budynkiem i zauważył coś, co wydało mu się świeżymi śladami. Przebiegł nagranie. Wielu przeszło przez korytarz, ale uwagę jednego z nich przykuł postęp. Poprzedniego wieczoru o szóstej wieczorem duży mężczyzna przechadzał się w roztargnieniu z jednej strony korytarza na drugą, trzy lub cztery razy kopiąc stopą w stronę ściany w wybryku, w stylu Chaplina, przesadzonym przez naprzemienne ekspozycje .

W poniedziałek, 1 grudnia, administratorzy zobaczyli wideo. O mój Boże, powiedział jeden. To Jeff.

W ciągu kilku godzin taśmę pokazano wyłącznie eleganckiemu prezydentowi, a pan Chace zaostrzył sobie sprawę: pan Sonnenfeld był winny wandalizmu. Nie miało jednak odbyć się przesłuchanie profesora etatowego. Policji nakazano go sprowadzić, wystawić mu zawiadomienie o przestępstwie i dać mu możliwość rezygnacji.

Pan Sonnenfeld wszedł tego wieczoru na komisariat policji, myśląc, że ktoś robił mu żarty podczas ostatniego tygodnia jego pobytu w kampusie. Następnie policja odczytała mu prawa Mirandy i nakazała mu podpisać zawiadomienie, że postawienie stopy na terenie kampusu jest przestępstwem. Odtworzyli wideo.

Pan Sonnenfeld zaprzeczał swojej niewinności. Był zamyślony, chodził po okolicy dziwnie. But mu się rozpadał.

Policja zagroziła mu aresztowaniem i postawieniem mu zarzutów. W międzyczasie otrzymali instrukcje dotyczące jego rezygnacji. Groźby i przesłuchania w połączeniu z faktem, że i tak miał już podać się do dymisji, przekonały pana Sonnenfelda do napisania jednowierszowej rezygnacji – choć uzyskał zapewnienie (posiedzenie było nagrane), że nie jest to przyznanie się do winy.

Znak zodiaku 8 sierpnia

Nie jestem osobą, która to robi, powiedział. Czy miałoby sens przyniesienie tych butów później wieczorem?… Przysięgam, że już ich nie potrzebuję.

Policja nie chciała więcej dowodów. Z ich dziennika wynika, że ​​zwolnili profesora wartego 150 000 dolarów, zamykając sprawę. Kiedy jeden z funkcjonariuszy przeprosił za zawstydzenie pana Sonnenfelda, potrząsnął głową: To uczucie jest bardziej frustracją niż poczuciem wstydu.

Tej nocy policja towarzyszyła panu Sonnenfeldowi w sprzątaniu jego biurka, a następnej nocy tajny policjant siedział na jego ostatnich zajęciach. W międzyczasie do dziekana ds. spraw technicznych wysłano na dwa tygodnie silnego ochroniarza, ponieważ pan Chace uważał, że istnieje ryzyko, że pan Sonnenfeld może zastosować przemoc.

Te bojowe działania zaniepokoiły kampus.

Obawiałem się, że Jeffrey miał załamanie nerwowe i obawiałem się o jego dobro, powiedział profesor biznesu George Benston. Kiedy usłyszałem wandalizm, pomyślałem: rozbite okna lub „Die Pigs” pisane dużymi czerwonymi literami. I dopiero z czasem wyszło na jaw, że nie było praktycznie żadnych dowodów na to, że cokolwiek zrobił.

Pan Chace jeszcze nie skończył. Tego samego dnia, 1 grudnia, zadzwonił do swojego odpowiednika w Georgia Tech, prezesa G. Wayne’a Clougha, z niezwykle pilną wiadomością. Pan Chace powiedział, że Emory nagrał na wideo dowody wandalizmu, którego dopuścił się mężczyzna, który wkrótce zostanie dziekanem. W tym samym czasie Bradley Currey Jr., prezes zarządu Emory, dał znajomemu z wysokimi kontaktami z Georgia Tech rozmowę telefoniczną o tym samym charakterze. Technik wpadł w panikę. Chciała przywódcy energicznego i kreatywnego. Nagle pan Sonnenfeld stał się kontrowersyjny (jak zeznał pan Clough). Nie obejrzawszy wideo, wycofał ofertę.

Potem była kwestia powiedzenia światu. Adwokat pana Sonnenfelda stworzył w szkołach przykrywkę, w której za jego odejście obwiniano wysokie ciśnienie krwi. Emory zgodził się nie mówić nic więcej, a pan Sonnenfeld w stosunku do kolegów przyjął słodko-gorzki ton. W e-mailu zatytułowanym Z żalem odwołano przyjęcie pożegnalne, stwierdził, że ma zbyt wiele obowiązków, aby uczestniczyć w tym wydarzeniu i dodał: Chciałbym wykorzystać tę chwilę, aby podziękować wszystkim członkom tej wspaniałej społeczności Emory.

Ale do tego czasu, jak później powiedział przewodniczący Currey, tłuszcz był już w ogniu. Jeden z administratorów Emory wysłał e-mail do innego, w którym poinformował, że Sonnenfeld może odgrywać męża stanu, chyba że wycieknie informacja o tym, co się stało.

Wkrótce pojawiła się informacja. 12 grudnia dziennik „The Journal-Constitution” ujawnił, że zarzuty wandalizmu skazały Sonnenfelda na Tech. Dziesięć dni później dzienniki „The New York Times” i „Wall Street Journal” poszły w ich ślady, publikując długie historie o upadku guru. Żadna gazeta nie widziała taśmy wideo. Obaj uwierzyli doniesieniom, jakoby Emory posiadał dowody wideo potwierdzające, że pan Sonnenfeld zbezcześcił budynek.

Artykuł zatytułowany An Academic Superstar’s Mysterious Fall zawierał kilka znaczących nieścisłości, w szczególności twierdzenie, że administratorzy Emory skonfrontowali się z doktorem Sonnenfeldem, który złożył rezygnację. (Pan Sonnenfeld powiedział mi: Nigdy nie miałem okazji wysłuchać moich oskarżycieli administracyjnych. Policja mnie stamtąd wypędziła.) 30-calowy artykuł „The Times” na stronie National Report zawierał zaprzeczenie pana Sonnenfelda zarzutów jako złośliwych. Ale reporter Kevin Sack zacytował osobę zaznajomioną ze sprawą: Dość powiedzieć, że kiedy profesorowi Sonnenfeldowi przedstawiono dowody, natychmiast złożył rezygnację, bez zadawania pytań. Wiedział, że dowody, które mu przedstawiono, były wystarczające, mocne i niepodważalne.

Artykuły te zdumiały mnie i moich czterdziestoletnich przyjaciół z merytokratycznej elity. Pan Sonnenfeld był jednym z nas. Kątem oka obserwowaliśmy jego ucieczkę, zdumieni jego śmiałością i rozbawieni przechwałkami. (Również porzuciliśmy nazwiska i wypromowaliśmy się; zrobiliśmy to z finezją.) Na zjeździe na Harvardzie w 1998 roku profesorowie gapili się na niego i żartowali za jego plecami, że musiał mieć zły dzień. Dziennikarze biznesowi Sonnenfeld kłócili się i zapraszali na swoje konferencje, publikując złośliwe sugestie dotyczące powodów utraty pracy. Moja żona i ja prawie nie znaliśmy pana Sonnenfelda, ale my i inni chichoczeliśmy, słysząc złośliwe plotki, które wykraczały poza zwykłe uśmieszki.

Kilku zareagowało humanitarnie. Absolwent Emory School of Business, Eric Lesser, był zdenerwowany oczernianiem profesora w „The New York Times” i napisał do pana Chace’a. Lesser powiedział, że pan Sonnenfeld zrobił tak wiele dla Emory’ego. Zawsze dokładał wszelkich starań dla swoich uczniów. Absolwentka błagała pana Chace’a o pomoc w przywróceniu godności pana Sonnenfelda.

Prezydent odpisał mu w wysokiej formie. „Zdecydowanie podtrzymujemy politykę nieodpowiadania na zapytania prasy”, powiedział. Wydaje się, że Twoja skarga nie jest skierowana do Emory'ego, ale do podmiotów, nad którymi nie sprawujemy kontroli.

To było kłamstwo. Anonimowym źródłem, na którym „The Times” powołał się na jednoznaczne dowody i nie zadawał żadnych pytań, był nikt inny jak prezydent w swoim parku rozrywki. Pan Sack desperacko potrzebował komentarza Emory’ego. „Zadzwonił do mnie pewnego wieczoru do domu” – powiedział pan Chace. A prezydent naruszył politykę Emory’ego.

Twierdzenie, że nie zadano żadnych pytań, było niewłaściwe; czy to prawda? – zapytał prawnik pana Sonnenfelda.

To nieprawda, stwierdził pan Chace.

Pan Chace pożałował rozmowy z reporterem. Żałował też czegoś innego: pod koniec grudnia 1997 roku Emory dał panu Sonnenfeldowi kopię nagrania wideo.

Pan Sonnenfeld zaczął go pokazywać każdemu, kto chciał. Prawie wszyscy zgodzili się, że jest to niejednoznaczne. Co najwyżej sugerowało to ślad zarysowania. (Czy widział pan jakiekolwiek uszkodzenia ścian sali? Adwokat pana Sonnenfelda zapytał pana Chace’a. Nie.) „The Times” Pan Sack to zauważył i był zaniepokojony.

Jak powiedział mi pan Sack, nagranie wideo, które miałem w głowie, co najwyżej nie dawało jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy popełnił on przestępstwo. Nie możesz tego stwierdzić. W tym momencie wysłałem e-mail do Prezydenta Chace’a i powiedziałem: „Teraz widziałem tę taśmę wideo i trudno mi stwierdzić, czy wydarzyło się tu coś przestępczego. Chciałbym więcej komentarzy od Emory’ego.

Odpowiedź prezydenta była szorstko lekceważąca: Proszę ponownie przeczytać własną kopię tej historii, którą napisałeś kilka tygodni temu… i w tej historii zacytowałeś osobę, która mogła znać pełny zakres dowodów.

W ten sposób pan Chace często sugerował, że istnieją inne dowody przeciwko panu Sonnenfeldowi. W jego 500-stronicowym zeznaniu dowody te okazały się literackie i nieuchwytne, co stanowiło emocjonalną traumę wywołaną obecnością pana Sonnenfelda.

Przez pewien czas nie tylko fizycznie uszkodził budynek, ale także próbował podważyć morale i dobrostan zawodowy swoich kolegów, w tym dziekana… To [szkoda] wywołało głęboki niepokój, konsternację, zamęt, a w niektórych kręgach depresja w szkole.

gwiazda polarna 2

Powiedziałem panu Sackowi, że on i „The Times” zostali brutalnie wykorzystani przez Emory’ego, co spowodowało, że pana Sonnenfelda nie można było zatrudnić. Reporter powiedział, że nie zna wpływu swojej historii – nie przeprowadzałem wywiadów ze środowiskiem akademickim – i że jako jeden z dwóch reporterów zajmujących się ośmioma stanami nie wróci do tej sprawy aż do procesu.

Aby oddać sprawiedliwość panu Sackowi, opisał wątpliwy charakter taśmy wideo w artykule z czerwca 1998 r. na temat federalnego pozwu pana Sonnenfelda przeciwko szkole. Niewielu innych zrobiło nawet tyle. Atlanta Journal-Constitution ukrył tę wiadomość w maleńkim wpisie na stronie z nekrologami. „Wall Street Journal” nie zrobił nic, aby zmienić artykuł, w którym Emory miał mieć wideo potwierdzające ubytki. To jest okropne w waszym świecie, powiedział mi przyjaciel pana Sonnenfelda, Adam Aron, dyrektor naczelny Vail Resorts Inc. Zarzuty są napisane na stronie 1. Wycofania znajdują się na stronie 26.

Niewiele zrobiła też liberalna elita merytokratyczna. W zeszłym roku podczas Renaissance Weekend, gdy jego kariera legła w gruzach, pan Sonnenfeld biegał od jednego przyjaciela do drugiego, pokazując wideo. Wierzył, że każda osoba wiedziała o „The Times” i „Wall Street Journal”, i wierzył w to, i że to go uratuje – stwierdziła autorka Patricia Marx.

Niektórzy napisali listy do pana Sonnenfelda, wyrażając swoje przerażenie. Na przykład jego partner do biegania. „Żałuję tego, przez co przeszedłeś” – napisał Bill Clinton, lekceważąc autorefleksję pod hasłem „życie jest trudne”. Ale jak mówią moi krytycy, czuję twój ból. Czy Bill Clinton mógł wykonać jeden telefon, aby zakończyć koszmar swojego przyjaciela?

Jedna osoba publiczna postawiła się na szali. Przedstawicielka Cynthia McKinney, Demokratka z Gruzji, obejrzała wideo po tym, jak pan Sonnenfeld zostawił je w jej skrzynce pocztowej. Nie widząc nic, co wskazywałoby na jakiekolwiek niewłaściwe postępowanie profesora, w zeszłym roku zadzwoniła do pana Chace'a, aby spróbować rozwiązać spór.

Prezydent powiedział jej, że to nie jej sprawa. Nie miała ona żadnego statusu, oświadczył pan Chace pod przysięgą. Nie jest częścią społeczności Emory.

Ta arogancja rozgniewała czarną Kongresmenkę. Poczułam, że doktor Sonnenfeld została źle potraktowana i dlatego od razu starałam się o urząd publiczny – powiedziała mi. Potencjalni pracodawcy go oczerniali, ponieważ nie chcieli angażować się w, cytuję, kontrowersje. To jeszcze bardziej przerażające.

Pani McKinney zemściła się na Emorym, składając oświadczenie popierające pozew pana Sonnenfelda dotyczący praw obywatelskich.

Jednak sytuacja pana Sonnenfelda ukazuje zasadę Marka Twaina, że ​​kłamstwo okrąży połowę świata w czasie, gdy prawda włoży buty. Okres odkrywania dobiega końca w procesie sądowym. Emory i pan Chace odmówili komentarza do tego artykułu, ponieważ sprawa jest w toku. W międzyczasie pan Sonnenfeld mężnie stara się utrzymać swoje życie. Prowadzi swój instytut dla dyrektorów naczelnych w firmie internetowej. Jednak w wieku 45 lat Sonnenfeld nie robi tego, w czym jest najlepszy.

Jeff jest w głębi serca pracownikiem naukowym, uwielbia uczyć, powiedział pan Konsynski. Możliwość pracy w Yale zniknęła po tym, jak profesor Emory powiedział starszemu członkowi wydziału zachowań organizacyjnych Yale School of Management, że dziekan Emory musiał zatrudnić ochroniarza ze względu na pana Sonnenfelda. To był koniec wszelkich dyskusji na temat jego nominacji w Yale, powiedział Victor Vroom z Yale. (Pan Sonnenfeld powiedział, że urzędnicy Emory przyznali w zeznaniach pod przysięgą, że nigdy nie było wiadomo, aby komukolwiek groził).

Któregoś wieczoru podczas kolacji w Atlancie student biznesu zatrzymał się przy naszym stole, aby podziękować panu Sonnenfeldowi za inspirujące zajęcia, które zorganizował. Później zapytałam, czy kiedykolwiek przyznaje się do tego, jak wiele stracił.

Brak sukcesu rodzi sukces, wiesz, powiedział jak mantra.

Ale czy rozumiesz, co ci zrobiono?

Wreszcie jowialność opadła. Oczy pana Sonnenfelda zachmurzyły się. Ja robię. W moim domu panuje taki bałagan papierów, że nikt nie może do niego przyjść. Każdej nocy płaczę. Nagle pan Sonnenfeld zaczął drżeć i szlochać. Potem równie nagle się pozbierał.

Przepraszam. Naprawdę mi przykro z tego powodu.

Wśród dzisiejszych amerykańskich Żydów, którzy odnieśli sukces, mówienie o antysemityzmie w strukturze władzy jest tematem niewygodnym. Uznawanie bycia ofiarą za część tożsamości wiąże się z piętnem społecznym, podobnie jak miało to miejsce w przypadku pokolenia mojego ojca. Ten etap mamy już za sobą. Pobraliśmy się z nimi, spotykamy się z nimi jako rówieśnicy. Nie jesteśmy czarni.

Myślę, że bigoteria odegrała w moim przypadku rolę katalizatora, ale nie mam bezpośrednich dowodów, powiedział pan Sonnenfeld. To nie jest tak, że uprzywilejowani antysemici reklamują swoje przekonania za pomocą swastyk lub żydowskich dowcipów.

Mając w zarządzie pięciu biskupów i powiązania ze Zjednoczonym Kościołem Metodystów, Emory ma słabe wyniki w promowaniu Żydów na stanowiska administracyjne. Prawnicy pana Sonnenfelda (nieżydowscy) dobitnie podnosili tę kwestię w pytaniach do prezydenta i przewodniczącego. Mogli wskazać tylko jednego żydowskiego dziekana spośród kilkudziesięciu administratorów. Wielu Żydów szeptało, że antysemityzm mógł mieć wpływ na tę sprawę, ale kiedy poruszałem ten temat w wywiadach, nie było o tym mowy. Jak powiedział pan Sonnenfeld, fakt, że Żydzi nie będą o tym otwarcie dyskutować, sugeruje, że antysemityzm pozostaje czymś w rodzaju akceptowalnego uprzedzenia w starej Atlancie – czego dowodem jest prestiżowa prywatna szkoła, która do niedawna stosowała politykę zakazującą zatrudniania żydowskich nauczycieli. Michael Feder (1991), absolwent szkoły biznesu Emory, stwierdził, że jest to rodzaj antysemityzmu, który niosą ze sobą ludzie mający dobre intencje. To nie czarna lista, ale rasizm preferencji kulturowych: „On nie pasuje. Jest zbyt agresywny”.

Pewien żydowski biznesmen zadzwonił do przewodniczącego zarządu Emory, Bradleya Curreya, aby zapytać go konkretnie, czy w grę wchodzi antysemityzm. Powiedziałem mu, że to niedorzeczne – zeznał pan Currey.

Wielu zgadza się z panem Curreyem. Liga Przeciwko Zniesławieniom wystawia Emory’emu wysokie noty. Około jedna trzecia ogółu studentów to Żydzi, w zarządzie zasiada trzech Żydów, a pan Chace bardzo szybko reagował, gdy na terenie kampusu miały miejsce antyżydowskie incydenty. Widzę antysemityzm w New Jersey częściej niż tutaj, powiedział mi Donald G. Stein, jedyny żydowski dziekan w Emory. Nie spotkałem się tutaj z ani odrobiną tego. Nigdy nie poczułam się niemile widziana w tej instytucji.

Pan Sonnenfeld przypomina mi Żydów z pokolenia mojego taty. Potrafi być niezdarny i niezdarny, żartuje, że nawet jeździ jak Żyd, skręcając swoim Jaguarem za róg, mijając znak stopu. W wyniku zdarzenia, które zdenerwowało jednego bezkrwawego administratora, podskoczył z krzesła, aby coś przekazać, rozdzierając płaszcz.

W zeznaniach administratorzy wykorzystali szorstką stronę pana Sonnenfelda, aby go zdemonizować. Mówili, że bardziej kocha swoją pracę niż Emory’ego. Był wymagający, manipulujący, samolubny, samotnik, pełen temperamentu, trudny, emocjonalny. Wszystko, tylko nie karczowanie pieniędzy, zażartował pan Sonnenfeld.

Jeden z informatorów wyjaśnił, że pan Sonnenfeld naruszył niewypowiedziane zasady struktury władzy. W tej części świata, zwłaszcza na stanowisku, które zajmuje Emory, obowiązują pewne kodeksy postępowania. Ludzie są przyzwyczajeni do prowadzenia interesów w określony sposób. A kiedy złamiesz te kody, sprawią, że zapłacisz.

Znawca powiedział, że płacisz bez względu na to, kim jesteś. Czy jednak chrześcijański profesor cierpiałby tak strasznie jak pan Sonnenfeld? Czy arogancja Emory'ego nie jest typowa dla struktury władzy WASP, która obecnie zniknęła w większości części tego kraju? W zeznaniach administratorzy czasami odwoływali się do tematów religijnych, próbując wyjaśnić swoją kulturę. Przewodniczący Currey (w którego firmie podobno mają Żydzi na wpływowych stanowiskach) zacytował katechizm: Obowiązkiem jest pracować, modlić się i dawać na rzecz szerzenia królestwa. Pan Chace przytoczył wartości kwakrów i opisując dziedzictwo metodystów szkoły, powiedział: Staramy się funkcjonować nie jako grupa izolowanych ludzi, ale jako naród pracujący razem dla wspólnego celu.

Cóż za inspirujące ideały! A potem czytają Prawa Mirandy człowiekowi, który zebrał miliony dla szkoły. Robią kozła ofiarnego ukochanego nauczyciela. Zarząd akceptuje zaniepokojony pogląd swojego prezesa na tę sprawę, nigdy nie przeprowadzając samodzielnego dochodzenia. Pogarda Emory'ego dla praw pana Sonnenfelda przypomina postawę szkoły z 1915 r. podczas wtrącenia na kolej Leo Franka, Żyda z Ligi Bluszczowej oskarżonego o morderstwo dziewczyny w swojej fabryce ołówków. W maju 1915 roku prawnik Franka napisał do głównego powiernika Emory’ego i byłego prezydenta, biskupa Warrena A. Candlera, prosząc go o zapoznanie się z zeznaniami przeciwko Frankowi i sprawdzenie, jak bardzo są one słabe.

Twoje wpływy w Gruzji są zasłużenie wielkie, a twoje opinie bardzo się liczą – błagał go prawnik.

Siedemdziesiąt lat przed ułaskawieniem i trzy miesiące przed zlinczowaniem przez tłum na drzewie biskup Candler odrzucił Leo Franka. Czytał sprawę stanu. Nie musiał widzieć więcej. Mogę panu powiedzieć – odpisał wyniośle – że irytują mnie listy z całego kraju, próbujące mnie wciągnąć w sprawę w imieniu pana Franka. Niesprawiedliwość zawsze może znaleźć błogosławieństwo.