IHOP to teraz IHOb, ale czy hamburgery są dobre? Próba smaku.

Czy byłbym tak szczęśliwy jak to logo, kiedy wychodziłem?Lucien Formichella

Zakochany Leo

Wczoraj wszedłem do IHOP – przepraszam, IHOb – i zamówiłem cztery hamburgery. Życie jest dziwne.

Kilka tygodni temu IHOP ogłosił, że zmieni nazwę na IHOb, a tajemnicza wrzawa wisiała nad społecznością śniadaniową niczym miecz Damoklesa. Przekąska? Śniadanie? Blintze? Łazienki? Opcje były nieograniczone.

Wczoraj ogłoszono: burgery, amerykański standard, jakiego jeszcze nie widziano w przyjaznych wnętrzach IHOP. OK!

Twitter eksplodował nad decyzją. Ludzie – z których wielu prawdopodobnie kocha burgery i je w innych obszarach swojego życia – byli niezadowoleni. Musiałem zobaczyć, o co to całe zamieszanie. Dlaczego burgery? Czy w ogóle były dobre? Czy aresztowaliby mnie, gdybym zamówił short stack?

Wchodząc do budynku, spodziewałem się, że ktoś powiesi tabliczkę z nowym logo. Nie były, i to dobrze, bo b zmienił uśmiechniętą twarz IHOP w twarz studenta pierwszego roku, który zemdlał na imprezie i miał narysowany na czole pewien falliczny przedmiot. W tym scenariuszu fani IHOP czują się jak nowicjusze.

Wszedłem o 13:00, akurat w chwili, gdy gospodyni rozmawiała przez telefon z klientem, wyjaśniając, że nadal serwują naleśniki, ale teraz serwujemy też burgery. Ludzie poważnie traktują tę nową nazwę.

Usiadłem i zamówiłem sok pomarańczowy – nadal go mają! — i cztery burgery: The Classic (sałata, pomidor, cebula, bekon, amerykański), The Patty Melt (smażona cebula, amerykańska, na żyto), The Cowboy (bekon, krążki cebulowe) i The Big Brunch (bekon, jajko sadzone , chrupiący ziemniak, ser żółty), z frytkami i dodatkiem naleśników. Wszystkie są podawane z charakterystycznym sosem IHOP, z wyjątkiem Cowboya, który ma BBQ. Wydawało się, że nikt nie wie, co znajduje się w charakterystycznym sosie IHOP. Więcej tajemnic.

Simone, moja kelnerka, spojrzała na mnie zszokowana.

Jestem bardzo głodny, powiedziałem jej.

znak 24 grudnia

Czekając na burgery, rozglądałem się. Wszystko wyglądało tak samo, ale wiele się zmieniło. Zamiast naleśników i tostów francuskich zajadano się burgerami. Tabliczki na stołach reklamowały „Kowboja” jako zmieniającego życie.

Marketing już działał. bałem się.

Dzieciaki przede mną – dwójka nastolatków, które wydawały się gotowe zjeść wszystko – rozmawiały o tym, jak bardzo spodziewają się, że ich burgery będą do bani. Podzielałem ich opinię.

Przyjechały burgery i wyglądały… przyzwoicie? Zauważyłem, że nie było stopionego pasztecika i zdałem sobie sprawę, że zamiast tego kuchnia dała mi Mega Monster (klasyczny z innym kotletem, piklami i plasterkiem białego sera cheddar). Myślałem o odesłaniu go z powrotem, ale daliśmy im trochę luzu. To ich pierwszy dzień.

Cztery burgery IHOP: The Classic, The Big Brunch, The Cowboy i The Mega Monster z frytkami, naleśnikami i Sokiem Pomarańczowym.

Nadeszła chwila prawdy. Poniżej szczegółowo opisano czterech przedstawicieli tej odważnej nowej krucjaty:

Mega Potwór: Pierwszy, którego próbowałem. Spojrzałem na niego, zanim wziąłem kęs. Moje pierwsze wrażenie było takie, że rzeczywiście wyglądało to tak, jak na zdjęciu. Bułka brioche była miękka i słodka, a rzymska i pomidory wydawały się świeże. Czerwona cebula i pikle chrupnęły, czego więcej nie mogę powiedzieć o McDonaldzie. Sam pasztecik, we wszystkich burgerach, miał około pół cala grubości, choć nie był aż tak soczysty. Podsłuchując rozmowę pani obok mnie z Simone, wszystkie burgery IHOP muszą unosić się powyżej średniej. Z pewnością osiągnęli ten poziom, a czasem go przekroczyli. Lokal z burgerami, w którym nie można zjeść średnio rzadkiego? Ok… Charakterystyczny sos IHOP – prawdopodobnie na bazie majonezu – był słodki i pikantny, choć niezbyt charakterystyczny. Wolałem keczup na stole. Miałem smażoną: chrupiącą.

Kowboj: Może to ulubieniec Simone, ale nie mój. Krążki cebuli były trochę tłuste, ale moim głównym problemem był sos – tak słodki, że zastanawiałem się, czy szef kuchni pozwolił sobie na trochę luzu ze słoikami z syropem truskawkowym. Nie było tak źle, jak początkowo myślałem, choć nadal nie było świetnie. Ten burger jest jak większość kontuzji piłkarskich: początkowo taki był wydaje się dużo gorszy niż jest. Coś mi nie pasowało w jedzeniu sosu BBQ obok syropu klonowego.

7 maja znak zodiaku

Wielki Brunch : Mój ulubiony i właściwy kierunek dla IHOP. Mimo że jadłem lunch, nadal czułem się, jakbym jadł śniadanie IHOP. Żółtko wylało się z doskonale ugotowanego jajka sadzonego, kiedy je podniosłem. Nie przepadam za plackami ziemniaczanymi IHOP, ale te były chrupiące, choć trochę niesezonowane. Moją największą skargą jest to, że ziemniak trochę dominuje w burgerze. Zawsze kładę frytki na środku burgerów, więc podoba mi się pomysł dodania na jednym placków ziemniaczanych, ale jajko, ser i bekon giną w haszu.

Klasyczny: Rzeczywiście odważna nazwa dla sieci, która nigdy wcześniej nie serwowała burgerów. Klasyk był w zasadzie mniejszą wersją Monstera, z jakiegoś powodu bez marynaty, więc postanowiłam się zabawić i zastąpić bułkę moimi naleśnikami. Wielki Brunch tak mi się spodobał, że chciałam kontynuować temat IHOP, a poza tym te słynne maślane naleśniki IHOP gapiły się na mnie, odkąd tam dotarły. Rezultat był pyszny, choć nie tak łatwy do trzymania razem. To jest burger, jakiego oczekiwałem od naleśnikarni. Cienki naleśnik otoczył burgera ciepłym, maślanym uściskiem.

Dobrze się bawiłem i zastąpiłem bułkę dwoma naleśnikami.

Podszedł facet myjący podłogę i powiedział: „Dobrze dzisiaj jadłeś”. Nie mylił się. Kiedy dzieciaki przede mną płaciły czek, zawołałem: „Jak smakował twój burger?”.

Ich recenzje, przekazane z nutą rozczarowania: Było przyzwoicie i w porządku.

Musiałem się zgodzić. To świetny eksperyment i popieram decyzję o jego przeprowadzeniu. Ale w końcu Wendy ma rację . IHOP/HOb, to po prostu nie ty.

Lewisa Hamiltona Shakiry