Chcę tu jeść!

Niedługo potem poszedł dalej Michaił Prochorow, najbogatszy człowiek w Rosji 60 minut w zeszłym tygodniu, aby porozmawiać o swojej miłości do wu-men, broni, jachtów, klubów nocnych, pieniędzy, sportu, jedzenia i drużyny New Jersey Nets, której, jak się oczekuje, wkrótce stanie się większościowym właścicielem, plotka krąży wśród Amerykanów pochodzenia rosyjskiego w Nowym Yorku, że to on stoi za małą rosyjską restauracją Mari Vanna przy East 20th Street.

To miało sens. Otwarcie obiektu Mari Vanna odbyło się we wrześniu, w tym samym miesiącu, w którym pan Prochorow złożył ofertę za Nets w wysokości 200 milionów dolarów, co, jeśli zostanie zaakceptowane, będzie oznaczać jego przeprowadzkę tutaj przynajmniej na pół etatu. była to pierwsza ekskluzywna rosyjska restauracja (kolacja szefa kuchni za 150 dolarów dla dwojga) na Manhattanie od czasu całkowicie ogołoconej rosyjskiej herbaciarni; a klientela wyglądała jak świta pana Prochorowa: nowi Novoyi Russkiyi, którzy przyzwyczaili się do pieniędzy i rozwinęli wyrafinowany gust (bardziej kaszmirowe koszule Romana Abramowicza niż małe pierścionki Tony'ego Soprano) i smukłe młode kobiety o gładkiej skórze na ramionach. Fakt, że rosyjskie modelki dostają 20 procent zniżki w Mari Vanna, wydawał się szczególnie prochorowskim akcentem.

Horoskop na 3 kwietnia

Trudno przecież sobie wyobrazić pana Prochorowa jedzącego tłustego kurczaka po kijowsku w jednej z restauracji Tatianas w Brighton Beach; Stroganoff wołowy Mari Vanny za 29 dolarów z kaszą gryczaną, boczniakami i oliwą truflową, być może popijany martini z ogórkiem i koperkiem za 15 dolarów, wydaje się bardziej w jego stylu. Droga do serca mężczyzny wiedzie przez żołądek – powiedział 60 minut Steve Kroft, tłumacząc, że w wieku 44 lat nie ożenił się, ponieważ nie znalazł kobiety, która potrafiłaby wystarczająco dobrze gotować.

Ale tak naprawdę nowojorska Mari Vanna – są dwie inne lokalizacje, w Moskwie i Sankt Petersburgu – jest własnością korporacji o nazwie Ginza Project. Jej nazwa, wskazująca na tęsknotę Moskwy za zagraniczną kuchnią w latach 90., pochodzi od jej pierwszego obiektu, restauracji sushi Ginza, która została otwarta w Petersburgu w 2001 roku. Ginza Project jest właścicielem 70 restauracji w Moskwie i Petersburgu; oprócz Mari Vanna, swojego pierwszego przedsięwzięcia w Nowym Jorku, planuje w maju otworzyć śródziemnomorską restaurację MPD w dzielnicy Meatpacking.

„Mogę powiedzieć, jak zaczęła się ta plotka” – powiedziała Tatiana Brunetti, jedna z trzech partnerek Mari Vanny, o pogawędce Prochorowa, siedzącej wczoraj wieczorem przy jednym ze stolików w restauracji w godzinach szczytu obiadowego. Wchodzisz tu nocą i widzisz Bentleye, Maseratisy, Mercedesy, więc myślisz: „OK, tu są oligarchowie”. Tu są bogaci miliarderzy. Kim więc jest osoba, o której pomyślisz, że jest właścicielem tego miejsca? Abramowicz? Nie, jest w Wielkiej Brytanii. Kim jest ten oligarcha, który kupił drużynę koszykówki i kawałek ziemi na Brooklynie? O, Prochorow! Musi być właścicielem tego miejsca.

Pani Brunetti, lat 30, ma ciemne włosy i okrągłą twarz, przypominającą Rosjankę Shannen Doherty. Ubrana była w satynową minisukienkę z lakierowanym paskiem i botki za kostkę. Powiedziała, że ​​przyjechała do Nowego Jorku z Kijowa dziewięć lat temu i że historia jej podejrzanie włosko brzmiącego nazwiska jest zbyt osobista, aby ją omawiać.

Wokół niej jadalnia była pełna, a kelnerzy w białych T-shirtach, trzymający talerze z wędzoną rybą, pirozkami i pelmeni cielęcymi, przemykali wokół siebie jak łyżwiarze. Przy drzwiach wejściowych wisiał mały napis w języku rosyjskim – Ezhemechno vnasite kvartirnuyu platu („Co miesiąc płać czynsz”) i około 20 dzwonków do drzwi sugerujących radzieckie mieszkanie komunalne. W środku leciała popularna piosenka Faina rosyjskiego boysbandu Na-Na i film Ironiya Sudbi (Ironia losu) leciała na telewizorze z płaskim ekranem. Kiedy ktoś ma urodziny w Mari Vanna, kelnerzy wychodzą z ogniemi i śpiewają urodzinową piosenkę ze słynnej rosyjskiej kreskówki Czeburaszka, którą śpiewa 50-letni krokodyl o imieniu Gena; słowa przetłumaczone po angielsku nie mają większego sensu: Niech piesi biegają niezgrabnie po kałużach/ I niech woda płynie jak rzeka po asfalcie/ Dla przechodnia nie jest jasne/ Dlaczego w ten deszczowy dzień/ Jestem taki szczęśliwy.

Zaprosiła ją druga partnerka Mari Vanny, Sasha Polin Śledzenie startów tego wieczoru (trzeci, Dmitrij Siergiejew, był w Moskwie), aby przyjść na szczyt obiadowy, ale pana Polina, byłego promotora partii, nie było, więc menadżerka Wiktoria Natowicz zgodziła się nas oprowadzić. Pani Natovich (34 l.) zajmowała się kiedyś planowaniem imprez w firmie finansowej BlackRock, zanim znajomy pan Polin poprosił ją o pomoc w zorganizowaniu lokalu. Pochodzi z Moskwy, w Nowym Jorku mieszka od 10 lat.

Pani Natovich wskazała wzdłuż ściany słoje wódki z dodatkiem buraków, chrzanu, ananasa i ogórka (sprzedajemy 400 litrów wódki miesięcznie – powiedziała); nekrolog Lenina w jednej z gazet ułożonych za tapetą (niezbyt go widać, ale gdzieś tam jest); oraz małe, wyłożone wykładziną taborety, na których pracownicy przesuwają się obok kobiet, aby mogły na nich oprzeć swoje duże torebki (jako kobiety wiesz, jak bardzo nie znosimy kładzenia torebek na podłodze). Pomimo zamieszania tej nocy nie było widać żadnych celebrytów, ale przy łazienkach pani Natovich zauważyła notatki nabazgrane na ścianie przez Micka Jaggera, łyżwiarza figurowego Johnny'ego Weira, hokeistę Aleksandra Owieczkina i Billa Clintona, którzy napisali: „Dziękuję”. na przyjęcie mojej córki, dziękując Mari Vannie za zorganizowanie urodzin Chelsea, podpisując się jego imieniem i datą, 27 lutego.

Mark Ames, który prowadził moskiewski magazyn anglojęzyczny wygnanie powiedział, że był w Mari Vanna kilka miesięcy temu z grupą około ośmiu osób, w tym obecnymi i byłymi redaktorami różnych rosyjskich publikacji, z których jeden rozpowszechniał pogłoski o Prochorowie. Naprawdę poczułem się jak w Moskwie w sposób, jakiego się nie spodziewałem, powiedział przez telefon. To nie jest jedno z tych miejsc w Brighton Beach. Dla mnie było to bardzo nostalgiczne za tym, co w Moskwie było w pewnym sensie podłe, ale także bardzo atrakcyjne. Nawet sposób, w jaki mieli sowiecki kicz, tak jak to robią tam nadal, z monitorem pokazującym rosyjskie filmy i ten snobistyczny rosyjski kicz.

Innymi słowy, Mari Vanna czuje się autentyczna w tym sensie, że rosyjski Samowar przy 52. ​​Ulicy i rosyjska herbaciarnia pięć przecznic na północ – która była zamykana i otwierana trzy razy od czasu, gdy kupił ją nieżyjący już Warner LeRoy w 1996 roku – nie są. W przeciwieństwie do Tea Room, w której zawsze skupiała się scena (dopóki tak nie było), a nie menu, Mari Vanna serwuje wyrafinowane rosyjskie jedzenie przygotowane w sposób, jakiego większość nowojorczyków nigdy nie jadła – z wystarczającą ilością smaku, różnorodności i zabawnych połączeń, aby to Babbo Europy Wschodniej. Istnieje wiele warstw odklejających się tapet, które przypominają dawnych lokatorów, a przestrzeń jest zaśmiecona starymi książkami, lampami, radiami, lalkami, ramkami do zdjęć, samowarami, talerzami po cukierkach, lustrami, drewnianymi chochelami i szachownicami; każdy Rosjanin szybko rozpoznałby w tym nawiązanie do mieszkania ich babci w domu.

Trudno to wytłumaczyć amerykańskiemu czytelnikowi, ale od lat w Moskwie są te ironiczne restauracje – stwierdził Nowojorczyk redaktor i rusofil David Remnick. To naród głębokiej ironii. Był taki, do którego chodzili rosyjscy intelektualiści i opowiadali dowcipy z epoki Breżniewa, i ukraiński, do którego chodzi się i siada przy prymitywnie wyglądających stołach, a są tam żywe dioramy przedstawiające tak zwane ukraińskie sceny, takie jak Muzeum Historii Naturalnej, z ludźmi dojenie krowy czy coś. Nie był jeszcze w Mari Vanna, ale w czasach świetności nazwał głupią herbaciarnię i dodał: „Po prostu nie było w niej żadnego sowieckiego elementu”. To było zupełnie nieironiczne. Dla rosyjskiego jedzenia z czasów carskich film był tym, czym Doktor Żywago dla Pasternaka.

Czysty poszlost – tak pan Remnick nazwał herbaciarnię – złożone rosyjskie słowo, które najlepiej przetłumaczyć jako oznaczające jednocześnie fałszywe, tandetne i pretensjonalne. Właściciele Mari Vanna mają nadzieję uniknąć takiej etykiety.

Chcemy przedstawić Rosjan Amerykanom – że jesteśmy bardzo ciepłymi i gościnnymi ludźmi – powiedziała pani Natovich. I oni to uwielbiają. Nigdy czegoś takiego nie widzieli. Jedna z amerykańskich klientek powiedziała mi: „Wszystkie Rosjanki, które tu są, są takie ładne i zgrabne!”.

Była 21:00, a pan Polin nadal się nie pojawił, więc Śledzenie startów rozmawiałem z panią Brunetti, która powiedziała, że ​​zanim cztery lata temu dołączyła do Ginzy, pracowała jako kupiec w Burlington Coat Factory. Amerykanie ograniczają się do wiedzy o kuchni rosyjskiej tylko kilku rzeczy: kawioru, wódki, barszczu i tyle – stwierdziła. I nie taka jest kuchnia rosyjska. Chodzi o stare przepisy, począwszy od Romanowów. Jesteśmy tak sławni, że wysyłamy naszego człowieka w kosmos, chemiczne tabele pierwiastków; jak to się stało, że w zakresie gościnności jesteśmy niedoceniani? Nigdy nie został wprowadzony na rynek amerykański. Jak sushi. Czterdzieści lat temu w Nowym Jorku nikt nie wpadłby na taki pomysł, a teraz jest on obecny na każdym rogu.

Przechodzący starszy pan nachylił się i szepnął jej coś do ucha, a ona w odpowiedzi posłała mu całusa.

Myślę, że Nowy Jork w końcu stanie się drugim Londynem dla Rosjan – kontynuowała pani Brunetti. Wyjaśniła, dlaczego bogatsi Rosjanie przybywają na Manhattan: Odpowiedź jest prosta. Wcześniej bardzo trudno było uzyskać wizę i podróżować do Stanów Zjednoczonych. Kiedy rozpadł się Związek Radziecki, ludzie pojechali do Londynu, Francji, Izraela, Hiszpanii i zaczęli kupować nieruchomości, bo jest blisko i można dostać wizę. Głównym powodem trudności z uzyskaniem wizy jest to, że Stany Zjednoczone bały się, że możesz przebywać tutaj nielegalnie i pracować nielegalnie lub żyć z zasiłku. Nawet dla bogatych było to trudne. Ale kiedy Ameryka zaczęła mieć niezbyt dobre czasy gospodarcze, wtedy otworzyli granice. Teraz jest to łatwe, jeśli masz pracę i inwestujesz w amerykańską gospodarkę. Innymi słowy, panie Prochorow! Powitanie. Przynieś swoje miliardy.

Do 21:30 pan Polin nadal się nie pojawił, więc Śledzenie startów zadzwonił do niego następnego dnia.

Wszyscy wiedzą, kiedy mówi się „chińskie” lub „włoskie”, ale nikt nie wie, co to do cholery jest rosyjskie jedzenie – powiedział pan Polin, który przyjechał tu z Petersburga. Za 10 lat wszyscy się nauczą. Mówią, że jeśli możesz przetrwać w Nowym Jorku, możesz przetrwać gdziekolwiek. Wydaje się, że jest to popularne sformułowanie wśród nowo przybyłych rosyjskich bogaczy. Zapytany, jak planuje zmienić najgorszą drużynę NBA w najlepszą, Prochorow odpowiedział Kroftowi: Czy pamiętasz piosenkę Franka Sinatry „New York, New York”? „Jeśli uda mi się tam, uda mi się wszędzie”.

Znak zodiaku 20 czerwca

[email protected]