
Austina Russella.Zdjęcie: Amanda Stronza/Getty Images dla SXSW
W czasach świetności druku Fortuna, Forbes I Tydzień Biznesu składał się z Trójcy Świętej prestiżowych magazynów biznesowych. Agencja PR, której udało się zapewnić swojemu klientowi przykrywkę – przynajmniej korzystną – mogła przesiadywać nad nią tygodniami, jeśli nie miesiącami.
Od tamtych czasów wiele się zmieniło, gdyż wszystkie trzy tytuły zmagały się z transformacjami wymaganymi przez erę cyfrową. BusinessWeek znalazł wybawienie w ramionach miliardera – w tym przypadku Michaela Bloomberga, który w 2009 roku wykorzystał swoje drobne (podobno 5 milionów dolarów plus przejęcie części długu), aby nabyć je od wieloletniego właściciela McGraw-Hill, używając małej litery „W” i policzka. na nim swoje własne imię, aby stworzyć prąd Tydzień biznesowy Bloomberga . Fortuna , niegdyś klejnot koronny imperium Time Inc. Henry’ego Luce’a, przeszło różne zmiany własności, które obejmowały niezwykle katastrofalną fuzję AOL Time Warner i Lepsze domy i ogrody wydawca Meredith Corp., zanim także trafił w ręce miliardera, tajskiego dyrektoraChatchaval Jiravanon, który pięć lat temu zapłacił za niego 150 milionów dolarów.
Ale najciekawszą trajektorię obrała Forbesa , która w tym tygodniu wreszcie znalazła własnego miliardera: Austina Russella, 28-letniego dyrektora generalnego firmy Luminar Technologies, twórcy technologii samochodów autonomicznych. Według Axiosa, Russell stoi na czele grupy składającej się z zagranicznych inwestorów, którzy mają zdobyć słynny tytuł w umowie wyceniającej go na około 800 milionów dolarów.
znak zodiaku 10 stycznia
W pewnym sensie jest to dla nas moment powrotu do przyszłości Forbesa , która została założona i kontrolowana przez dziesięciolecia przez zamożną rodzinę o tej samej nazwie, a najbardziej kolorowo przez bogato żyjącą, hobbującą celebrytów, latającą balonami na ogrzane powietrze i zbierającą jajka Fabergé Malcolm S. Forbes Senior
Kiedy rewolucja w mediach cyfrowych zaczęła nabierać kształtu, jedno i drugie Fortuna I Tydzień Biznesu przynajmniej miał zamożnych, notowanych na giełdzie korporacyjnych rodziców, którzy finansowali ich (ostatecznie nieudane) wysiłki adaptacyjne. Forbesa miał niewiele wsparcia poza własnym majątkiem rodziny i wkrótce poznał przykrą prawdę żartu o tym, jak zarobić małą fortunę w wiadomościach cyfrowych. (Odpowiedź: Zacznij od dużej fortuny.)
W połowie sierpnia rodzina Forbesa pozyskała nowych inwestorów, w szczególności Elevation Partners, której dyrektorami byli Roger McNamee, który stał się inwestorem na Facebooku, a który stał się krytykiem, oraz frontman U2 Bono. Ale być może najważniejszym dodatkiem był Lewisa DVorkina , którego łobuzerska kariera obejmowała już okresy w „Newsweeka”, „Forbesa”, Wall Street Journal (gdzie przez krótki czas był redaktorem Page One) i TMZ (pierwotnie oddział America Online), z wieloma innymi przystankami po drodze.
W 2010 roku ponownie dołączył DVorkin Forbesa w wyniku przejęcia jego startupu medialnego True/Slant. W tamtym czasie True/Slant – które zapewniało platformę wydawniczą i narzędzia niezależnym pisarzom, niektórym z nich płaciło się na podstawie wielkości odbiorców, a innym zależało tylko na gałkach ocznych – było czymś w rodzaju dziwnej kaczki, zajmującej niewygodną niszę pomiędzy rozwijająca się blogosfera i rosnące znaczenie mediów społecznościowych jako źródła wiadomości i informacji. Patrząc wstecz z perspektywy roku 2023, była to koncepcja pionierska, między innymi wyraźny prekursor dzisiejszego Substack.
Ale jak wdrożono o godz Forbesa wizja DVorkina była pionierska także w inny, mniej godny podziwu sposób. Zalany został model charakteryzujący się dużą wydajnością, szybkością i niskim kosztem Forbesa z treścią, częściowo wysokiej jakości, ale w większości nie: przynęta na kliknięcia; autorzy z większą pasją niż wiedzą o czym pisali; współpracownicy o ukrytych planach i konflikcie interesów.
Rezultat był całkowicie przewidywalny: nieusuwalna plama na Forbesa marka. Faktycznie, Forbesa płaci ludziom kapitałem swojej marki. Ale kiedy robisz tego za dużo, osłabiasz markę, Przegląd dziennikarstwa Columbia zawarta w 2014 roku. Forbesa zatarł granice między treściami dziennikarskimi a marketingiem/PR bardziej niż jakikolwiek inny wydawca głównego nurtu. Na pierwszy rzut oka bzdury pisane przez dyrektorów ds. marketingu i konsultantów ledwo można odróżnić od opowiadań pisanych przez autorów-pracowników. Widziałem już wtedy efekty na własne oczy, kiedy zaufane źródła z branży technologicznej ostrzegały mnie, żebym nie pisał do magazynu, mówiąc, że jest tak zalewany wątpliwymi zapytaniami od zainteresowanych sobą Forbesa autorów i tak przerażony wynikającą z nich treścią, że poświęciłbym całą wiarygodność, jaką zbudowałem dzięki mojej kolumnie w Bloomberg News.
Jest jeszcze jeden niewygodny, ale niezaprzeczalny fakt na temat Forbesa model: przynajmniej w sensie biznesowym, to zadziałało. Forbesa dyrektorzy, z którymi wówczas rozmawiałem i od tego czasu powszechnie przypisywali DVorkinowi uratowanie firmy, której brakowało wsparcia ze strony McGraw-Hill i Meredith, które pomogło Tydzień Biznesu I Fortuna znaleźć swoje nowe domy. W 2014 roku grupa Elevation sprzedała kontrolę nad spółką Forbesa spółce Integrated Whale Media Investments z siedzibą w Hongkongu w ramach transakcji wyceniającej ją na 475 milionów dolarów. Późniejsze próby sprzedaży kontroli inwestorom zagranicznym lub upublicznienia poprzez SPAC (metoda IPO typu backdoor popularna przez około 15 minut w czasie pandemii) zakończyły się niepowodzeniem. Mimo to wycena nowej transakcji na 800 milionów dolarów jest szczególnie uderzająca w momencie, gdy modele wiadomości cyfrowych znajdują się pod dużą presją, o czym świadczy zamknięcie BuzzFeed (BZFD) News and Ogłoszenie upadłości Vice .
Forbesa z pewnością nie jest jedynym uświęconym tytułem dziennikarskim, który poświęcił swoją reputację na rzecz przetrwania. Czas pokaże, co planuje dla niego nowy właściciel, Russell. W niektórych przypadkach własność miliarderów zapewniła redakcjom środki na utrzymanie jakości – jak miało to miejsce w przypadku Jeffa Bezosa, będącego właścicielem „Washington Post” – lub nawet na jej poprawę: pomimo doniesień o ciągłe napięcia z właścicielem Patrickiem Soon-Shiongiem dzisiejszy „Los Angeles Times” jest niewątpliwie lepszym produktem niż wydrążona muszla, którą nabył pięć lat temu, zaledwie kilka miesięcy po usunięciu DVorkina ze stanowiska redaktora naczelnego.
Ale życzliwość zamożnych nieznajomych sięga tylko tak daleko i wydaje się być szczególnie cienką trzciną Forbesa . Ponieważ już raz sprzedał duszę, wydaje się, że nowi właściciele nie mają motywacji, aby spróbować ją odkupić.
Rich Jaroslovsky jest wiceprezesem ds Inteligentne wiadomości Inc. w San Francisco i prowadzi kurs historii wiadomości internetowych na Uniwersytecie Kalifornijskim. Dotrzyj do niego o godz [email protected].