
Tom Scholz i Gary Pihl z Bostonu.
Od dawna nie cierpię określenia „winna przyjemność”, zwłaszcza gdy odnosi się je do muzyki, sztuki, filmów, książek, programów telewizyjnych i innych efemeryd kulturowych. Zakłada, że użytkownik musi czuć się źle, że coś mu się podoba; zakłada, że dana osoba wierzy, że jej przyjaciele będą o niej mniej myśleć, jeśli przyznają, że czegoś słuchają.
Posłuchaj: Wszystko w porządku lubić Największy w BTO ponad Amnezja . Nie musisz się tłumaczyć ani mnie, ani nikomu innemu. Historia nauczyła nas, że jedyną rzeczą, z powodu której każdy fan muzyki powinien czuć się winny, jest to, że nie wyrósł z Elvisa Costello do czasu ukończenia pierwszego roku w SUNY New Paltz.
Boston nie jest grzeszną przyjemnością. To jeden z moich 50 ulubionych albumów.
Debiutancka płyta Bostonu , który w tym miesiącu kończy 40 lat, to absolutny skarb melodii i architektury. Ma w sobie bezpośredniość popu, ale także zamierzoną zawiłość progresywnego rocka; skupia uwagę kalifornijskiego popu na gorliwej, słodkiej harmonii, ale ma też jedne z najcięższych i najbardziej zapadających w pamięć riffów gitarowych na świecie. Aż do dnia, w którym Fu Manchu i Moody Blues spotykają się, aby nagrać ponownie Dni przyszłości minęły , to jest swego rodzaju .
Podobnie jak debiutanckie albumy Ramones, Velvet Underground i Neu! , trudno wiedzieć gdzie do cholery Boston pochodził z; jest zdumiewająco wyjątkowy, ale także głęboko porywający, dźwięczny, zmysłowy i przyjemny pod względem dźwiękowym.
I nie pozwólcie, aby jego niezwykły sukces komercyjny (lub nasza chęć wyrzucenia go na śmietnik nostalgii za latami 70., obok Jimmy'ego Cartera, Chevy'ego Chase'a i Marka Spitz'a) odwrócił uwagę od jego innowacyjności i oryginalności. Boston jest szpiegiem, niezwykle wyjątkowym szpiegiem w domu pamięci, praktycznie tak oryginalnym i indywidualnym, jak wszystkie te bardziej wiarygodne działania, o których właśnie wspomniałem.
horoskop na 6 czerwca
Jak opisujesz Bostonu oszałamiająca, ciężka/lekka guma balonowa z planetarium, ta mieszanka garażowych memów rockowych i czystej walentynki FM? To znaczy, to jest jak cholerne nagranie Paula Revere & the Raiders Ciemna strona Księżyca .
Boston może być także szczytem utraconej sztuki nagrań rzemieślniczych.
Przed wszechobecnością komputerowych technologii nagrywania nagrania nagrywano przy ogromnych konsolach, a wejścia były podawane do gigantycznych, potrzebujących maszyn taśmowych; zaowocowało to niezwykłymi osiągnięciami w zakresie cierpliwości, koordynacji, wyobraźni, tajemniczości i szczęśliwego przypadku. Artisanal Recording opisuje czasy, kiedy synchronizacja pomiędzy artystą, piosenką, instrumentem, konsolą i magnetofonem jest tak dokładna, precyzyjna i pomysłowa, że praktycznie – jeśli nie dosłownie – jest na poziomie najlepszych rzemieślników renesansu.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=YUigGUljI30&w=560&h=315]
Nie mówimy tylko o nagrywaniu świetnych muzyków, pisaniu świetnych list przebojów czy świetnych aranżacji (jak, powiedzmy, zrobił to George Martin z Beatlesami lub Brian Wilson z Beach Boys); mówimy o wykorzystaniu studia nagraniowego z lat 70. do stworzenia popowego odpowiednikaBrunelleschiego Kopuła .
Boston , zarówno utwór po utworze, jak i w całości, to utwór, w którym studio – mam na myśli cały sprzęt (konsola, magnetofony, sprzęt zewnętrzny, korektory itp.) dodatkowy muzyk, wyróżniony muzyk , i ten muzyk jest fachowo, precyzyjnie kierowany przez bardzo, bardzo zręczne ręce, które nie grają w kości.
Chociaż ta niezwykła płyta jest pełna intencji, nigdy nie jest pretensjonalna i kryje się za nią niemal egzotycznie wyjątkowa umiejętność Boston nie zwraca na siebie uwagi. Fakt, że Boston i ich genialny geniusz i kontroler, Tom Scholz, połączyli tę naukę i sztukę z niezwykłymi riffami, emocjonującymi, zmysłowymi, wrażliwymi i muskularnymi piosenkami (oraz piosenka za piosenką za piosenką), sprawia, że jest to jeden z najwspanialszych albumów wszechczasów .
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że można by o tym napisać całą książkę Boston lub może być przedmiotem całego semestru zajęć z produkcji muzycznej lub psychologii muzyki. Trudno więc wyważyć drzwi troszeczkę, ale porozmawiajmy trochę o tym Więcej niż uczucie.
More Than A Feeling otwiera album ze wstępem, który odważnie i wyraźnie ogłasza, że jest to miks studyjny. Ile piosenek potrafisz wymienić, które zaczynają się pojawiać? Po nagłośnieniu (często zasłoniętym w radiu) pierwszą rzeczą, o której słyszy słuchacz, jest połyskujące, uważne arpeggio, natychmiast rozpoznawalny podpis, który niewiele mówi nam o tym, co ma nadejść, ale zapowiada, że dzieje się coś bardzo ważnego Tutaj.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=J_kokTee01k&w=560&h=315]
Brzmienie gitary w tym arpeggio, podobnie jak wszystkich gitar w utworze, to fachowa mieszanka wielu gitar (co najmniej jednej akustycznej i wielu elektrycznych oraz równowaga 12 i sześciu strun) przekształconych w jedną nienaganną i niepowtarzalną całość. Na wskroś Boston , Scholz orkiestruje gitary niczym mistrz krawiecki; nigdy nie widzisz szwów.
Od tego momentu w More Than A Feeling spotykamy rzadką równowagę matematycznej precyzji i sugestywnego kontaktu ze słuchaczem.
21 czerwca znak zodiaku
Bardzo, bardzo rzadko zdarza się, aby taka chłodna skrupulatność była tak skutecznie wykorzystywana w służbie tak prawdziwie emocjonalnie sugestywnego rezultatu. Włączony każdy poziom miksowania Boston jest pełen precyzyjnych intencji (na przykład bębnienie sygnalizujące wejście zwrotki wokalu na Feeling wydaje się nieco gorące, ale jest wyraźnie zamierzone, budząc słuchacza ze snu uwodzicielskiego arpeggio). Podobnie, gdy piosenka przechodzi z sekcji na sekcję, różne gitary zmieniają się w zależności od potrzeb, przesuwając się do przodu i do tyłu, nie przerywając ani razu rytmu utworu ani nie uświadamiając słuchaczowi całej wykonywanej pracy. A potem jest…
To. Dziwne. Riff.
Do tego dochodzi ten cholerny riff, jeden z najsłynniejszych w historii To. Dziwne. Dźwięk gitary.
Ten dźwięk wypełnia pomieszczenie, niczym radosne ściskanie radia tranzystorowego słyszalne w dźwięku przestrzennym 5/1, i jest tak charakterystyczny, a jednocześnie pyszny, jak skorupka lodu nad akordem Pete'a Townshenda ogłaszanym scenicznym szeptem.

Boston.
Co dziwne, brzmienie gitary Scholz/Boston jest nie tak odległym kuzynem brzmienia, które Nick Lowe namówił gitarzysty Briana Jamesa na płycie Debiutancki album Damned . Lowe również uzyskał bardzo zwarty, zgnieciony dźwięk o małym wzmacniaczu, ale potem kazał mu zagrać duże akordy i nagrać to czysto. Album Damned pierwotnie zawierał informację, która głosiła: „Przeznaczony do głośnego odtwarzania przy małej głośności i jedno i drugie”. Przeklęty Przeklęty Przeklęty I Boston mają niemal unikalny efekt brzmienia potężnie i głośno, nawet gdy gra się cicho.
Brzmienie gitary Toma Scholza jest brzmieniem syntetycznym i można je od razu rozpoznać; i choć w przyszłości nadmiernie przetworzone i syntetyczne dźwięki gitary w dużej mierze staną się, cóż, całkowicie obrzydliwe do słuchania (pomyśl o każdym hair-metalowym zespole z lat 80.), przez jedną olśniewającą chwilę, to połączenie człowieka, maszyny i Farmera Johna jest całkowicie idealne.
Tutaj, przyjacielu, usuwamy kolejne 880 słów, które właśnie napisałem To. Jeden. Piosenka .
Zamiast tego zwróć uwagę na to, co uosabia wiele z tego, co dzieje się z Uczuciem i Boston : na samym końcu utworu, gdy utwór cichnie, bas po raz pierwszy i jedyny opada o oktawę. To nie przypadek, ale coś, co Scholz umieścił, aby utrzymać słuchacza w napięciu. Tylko najlepsze nagrania pop-rockowe mogą to zrobić — sprawić, że słuchacz poczuje się zachwycony historią i teksturą, wprowadzając jednocześnie wystarczająco dużo zmian i niespodzianek, aby utrzymać czujność słuchacza.
Oczywiście to daleko, daleko od końca Boston chwały i można je znaleźć na całym albumie. Oto tylko jeden z wielu: w 5:24 grze Foreplay/Long Time znajduje się instrumentalny mostek (wiele mostów w Bostonie ma charakter czysto instrumentalny), który jest precyzyjną mieszanką satysfakcjonującej maniaków progresywnej solówki, absolutnie genialnej prostej Who/Move akordy i wielowarstwowa produkcja Abby/Floyda, o której, do cholery, mógłbym napisać cały ten cholerny artykuł Tylko te 56 sekund.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=m1VZJynFlUk&w=560&h=315]
Ta niezwykła, głęboko przestrzenna gra Byrds-in-Space spotyka Deep Purple, grająca drugą stronę Droga Opacka jakość jest niezmienna w każdym momencie Boston i ożywia nawet cienką jak papier piosenkę, taką jak Hitch A Ride; w rzeczywistości w (stosunkowo) mniejszym utworze takim jak ten można naprawdę, naprawdę docenić to, co się dzieje, ponieważ Scholz żongluje szalenie odmiennymi elementami (arpeggio w stylu Floyda, kreatywne panoramowanie gitary, nagłe wycieczki w stronę ciężkiego progu i Beatle- klaskanie w dłonie) tak mistrzowsko, że masz wrażenie, jakbyś słuchał dźwiękowego odpowiednika Cirque de Soleil.
Boston jest jak Enya dla Rock Band, kochanie, o to właśnie chodzi. Oto, co mam na myśli: Enya (a właściwie jej producent, Nicky Ryan) mogłaby znieść tę cholerną 1-877 Piosenka Kars dla dzieci i sprawię, że odejdziesz, Ohhhhhh , Chcę się tym owinąć na zawsze, to brzmi jak jedzenie Carvela podczas palenia Opium.
To samo, cholera, dzieje się tutaj z Scholzem i Boston . W każdej chwili Boston to wciągający, empatyczny, zmysłowy dźwiękowo riff-rock-via-Higgs Boson gold.
Nie zapominajmy też o zmarłym Bradze Delpie. Bez nadmiernego wywierania nacisku na charakter i postawę, dalej Boston dostarcza jeden z najwspanialszych rockowych wykonań wokalnych wszechczasów. Jego precyzyjny, ciepły, wznoszący się wokal jest tak doskonale syntetyczny/syntetycznie doskonały, że musisz sobie przypomnieć, że to wszystko jest przed automatycznym dostrojeniem i to jest kiedy rozpoznasz, że dzieje się prawdziwa magia.
To, co Boston zrobił (lub czego nie zrobił) później, nie ma większego znaczenia (powiedzmy, że około jednej trzeciej albumu nr 2, Nie oglądaj się za siebie, osiąga tę transcendencję i od tego momentu jest już po równi pochyłej); Dał nam to Tom Scholz.
Boston to znacznie, znacznie więcej niż osiągnięcie techniczne, ale jest to ekstremalne osiągnięcie techniczne i znacznie więcej niż niemal niezwykle nowatorska mieszanka metalowych memów post-Kinks z dekady i czystego, smutnego, pobudzającego pamięć AM/FM pop, ale to z pewnością też wszystko. I nie jest to tylko jedno z najwspanialszych przedstawień utraconej ery Artisanal Rock, choć z pewnością też to.
Boston czy wszystko, co jest złe i dobre w pierwszej połowie lat 70., stało się ekstatyczne, święte, głęboko słuchalne, kochane i ponadczasowe, których nigdy więcej nie można powtórzyć, nigdy więcej nie można ich naprawdę naśladować.