
John Boyega jako Finn i Daisy Ridley jako Rey Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi .Zdjęcia Lucasfilmu i Walta Disneya
Nigdy nie widziałem, żeby popularna rozmowa zeszła tak daleko z toru, jak w przypadku mnie Gwiezdne Wojny.
Podczas gdy zdecydowana większość ludzi ma proste odczucia co do franczyzy, w ten czy inny sposób, nagle została ona zdominowana przez nieskrępowane spory, toksyczną szorstkość, bojkoty, prośby o skreślenie filmów z kanonu, prośby o całkowitą remake filmów, petycje o zwolnień, a nawet pełnych rasistowskich i seksistowskich kampanii napastowania (której głębię opisał Brandon Katz ze Startrackera). Ponieważ napisałem mój krótki artykuł o tym, jak podobało mi się główne przesłanie Ostatni Jedi , Zasypywano mnie gniewnymi wiadomościami, nazywano mnie kretynem Disneya, włamywaczem, hipokrytą, kimś, komu najwyraźniej zapłacono, i krucjatowym S.J.W.
Ale wszystko, co tak naprawdę zrobiło, to zdemaskowanie podzbioru toksycznego fandomu, który był tak zdenerwowany pewnymi wyborami w tych nowych filmach, że desperacko uciekną się do teorii spiskowych, a także użyją broni bezczelnego rasizmu i seksizmu, który tak nago spoczywa pod ich skórą. Mógłbym na ten temat wiele powiedzieć (do niektórych z nich doniosę później), ale prawda jest taka, że nie interesuje mnie potwierdzanie jakiejkolwiek ich nienawistnej retoryki faktyczną debatą. Nie ma tu na to miejsca. Reprezentują szczątkowy ogon białej męskiej kruchości, który zdaje się dusić ten kraj do ostatniego tchnienia, i są zdeterminowani, by zabrać nas ze sobą. Nie obchodzi mnie ani jedno, co myślą.
Mogą umrzeć z tego powodu wściekli.
ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA OBSERVER ENTERTAINMENT
Jednak to, co mnie bardzo obchodzi, to szersza rozmowa, w której są ludzie, którym, no wiesz, po prostu nie podobały się niektóre najnowsze filmy z Gwiezdnych Wojen. I to jest całkowicie fajne. Jedyne, co naprawdę chcę w tym eseju, to dotrzeć do sedna Dlaczego . Zwykle nie stanowiłoby to większego problemu, ale ponieważ wszyscy jesteśmy zmuszeni nawiązać kontakt z wyżej wymienioną toksyczną grupą, naprawdę trudno jest prowadzić dyskusję między sobą, prawdopodobnie dlatego, że wydaje nam się, że stawka jest tak wysoka (właśnie dlatego większe rozmowy należy moderować; troglodyci wysysają przestrzeń dla racjonalności i wspólnej płaszczyzny porozumienia).
Amanda Britain ma talent
Nikt nigdy nie jest szczęśliwy, gdy zostaje wrzucony do troglodytów, więc rozumiem, dlaczego ludzie przyjmują postawę obronną. Ale kiedy ludzie odpowiadają na krytykę w sposób, który nie przypomina wszystkich fanów Gwiezdnych Wojen! jak mantra, często nie dostrzegają istoty krytyki. Zwłaszcza ponieważ widziałem ich sporo, nie jestem troglodytą, obrońcy odrzucają opinie, które są przykładem dokładnie tego rodzaju podświadomego rasizmu i ukrytego seksizmu, które głośno głoszą ci sami troglodyci. Wiem, że nikt nie lubi wierzyć, że jest winny jakiegokolwiek takiego zachowania, ale czasami istnieje ważniejszy powód, dla którego wrzucamy nas do ludzi, którzy plują nienawiścią. Więc proszę, bądź ostrożny i otwórz swoje serce i umysł na szerszą rozmowę.
Bo to jest esej o tym, dlaczego kochamy Gwiezdne Wojny.
Chodzi o to, dlaczego „Gwiezdne Wojny” budzą w nas pewne emocje. Chodzi o to, dlaczego nigdy nie możemy zgodzić się co do tego, czym są te rzeczy. Chodzi o to, czego naprawdę chcemy w tych filmach. Chodzi o to, dlaczego nas porusza lub dlaczego nie. Chodzi o cechy, które postrzegamy jako oczywiste, i związane z nimi obiektywne problemy. Chodzi o wszystko . A ten esej musi być o wszystkim, bo popularna dyskusja zupełnie zeszła na dalszy plan. To tak, jakbyśmy wszyscy znajdowali się w biblijnej wieży Babel i nie potrafili mówić tym samym językiem. Więc oczywiście wszyscy czują się niezrozumiani i zaplątani w urazę (gra słów zamierzona). Mam zatem tylko jeden cel, z którym nie możemy się zgodzić.
Chcę tylko, żebyśmy zaczęli mówić tym samym językiem.
Dlaczego tak bardzo przejmujemy się Gwiezdnymi Wojnami?
Zawsze wracam do tego pytania. Dlaczego zakazuje takiej pasji? Dlaczego tak wiele dzieci to uwielbia? Dlaczego tak wielu dorosłych to uwielbia? Proszę pozwolić mi przytoczyć wiele następujących myśli artykuł Napisałem to wiele lat temu, ale być może dzieje się tak dlatego, że Gwiezdne Wojny zawsze były naszą stałą obsesją. Od dorosłych, którzy widzieli ten film w 1977 r., przez tych, którzy widzieli go jako nad wiek rozwinięte dzieci, po tych, którzy uwiecznili go później na filmie, po tych, którzy odziedziczyli go w wyniku przekazania pochodni przez pokolenie – nie ma wątpliwości, że to *THE* wspólne zjawisko popkulturowe naszej epoki. Taki, który przetrwał 40 lat. Oznacza to po prostu, że wszyscy ludzie mają z tym własne doświadczenia.
I nie jestem inny. Nie potrafię wyjaśnić głębi fandomu, jaki żywiłem do tego wszechświata. Zaczęło się od oryginalnej trylogii, a potem przerodziło się w obsesję. Legitnie nosiłem taśmy VHS do samego końca. Ale od tego momentu poszło dalej. Czytałem każdą cholerną książkę o rozszerzonym wszechświecie. Grałem w każdą grę wideo (czy będzie lepsza od oryginału Ciemne Siły ? ). Czytam każdą książkę o diagramach. Mogę opowiedzieć ci intymne szczegóły projektu Slave I lub mechaniki karabinu udarowego Bosska. Naprawdę przeżyłem otchłań niepopularności z powodu tak kujonowskiego stosunku do Gwiezdnych Wojen, ale potem w niecierpliwym oczekiwaniu na nadchodzące prequele przeniosłem się do popularnej nadziei na powrót na sławę. Jednak po tym, jak pozbawiłam się praw wyborczych przez to doświadczenie, poczułam dziwne poczucie odłączenia się od celebrowania przez świat tego, co kiedyś tak bardzo kochałam. Dziwnie jest teraz oglądać parady 4 maja z wami; widząc, jak coś, co wydawało się tak osobiste, staje się tak nasycone i puste. A teraz wszystko wróciło do normy i czuję ogromny nacisk na nowe filmy Disneya i różne uczucia, jakie wydają się wywoływać.
Ale tak właśnie wygląda większość doświadczeń popkultury. Konkret jest bowiem uniwersalny, a moja historia to historia relacji wielu ludzi z Gwiezdnymi Wojnami. W związku z tym nie można zaprzeczyć, że nasz związek z Gwiezdnymi Wojnami zawsze wydaje się zarówno niezwykle uniwersalny, jak i głęboko osobisty.
Co oznacza, że zawsze będzie Rdzeń.
Nie ma znaczenia, że przeszedłem przez każdą możliwą odsłonę tej relacji z Gwiezdnymi Wojnami. Nie ma znaczenia, czy z czasem zacząłem tego nienawidzić. Bez względu na wszystko, dla wielu z nas będzie prosta, nieunikniona prawda: że oryginalny film nie tylko ma dla nas wielkie znaczenie, ale przede wszystkim to on faktycznie zdefiniował znaczenie.
Podkreśla to szczególną siłę historii tego filmu. Nie popełnij błędu, Nowa nadzieja z całą pewnością jest o czymś. Przyciąga tak wiele uwagi ze względu na popularyzację podróży bohatera, ale ta redukcyjna analiza podważa nie tylko jego świeżość i pomysłowość, jeśli chodzi o sposób przekazywania klasycznych archetypów, ale także siłę szerszego przekazu. Tak więc, chociaż tak dużo uwagi poświęcono formule i strukturze filmu, dziwnie tak mało uwagi poświęcono temu, co jest w filmie i dlaczego jest to ważne.
Prawdą jest, że trudno mi wyobrazić sobie film, który lepiej rozumiałby znaczenie młodej, aspirującej postaci (znacznie lepsze słowo niż bohater) niż film. Nowa nadzieja . Ponieważ w tak zwięzły sposób odwoływał się do nadziei i marzeń związanych z byciem młodym i dorosłością, która wydawała się tak odległa. Podobnie jak przemawiało zarówno do naszych pragnień, jak i strachu przed odpowiedzialnością. Albo nawet o tym, jak miał odwagę wyprzedzić swoje czasy i uczynić Leię jednym z lepszych przykładów dynamicznej kobiecej postaci w popularnej rozrywce. I w końcu był to film, który trafnie oddawał radość z bycia częścią czegoś większego niż ty sam.
To wszystko tak zwięźle dramatyzowało. Opowiada o marzeniu o tym, czym może być dorosłość. Wyruszasz sam na czysty wpływ? Nie można temu zaprzeczyć Nowa nadzieja to jedna z najjaśniejszych i najbardziej fascynujących historii młodzieńczych pragnień na świecie. To historia o tym, jak otrząsamy się ze strachu, który nas powstrzymuje, który czyni nas najgorszymi, i jak uczymy się wkraczać w nowe światy z odwagą i otwartym sercem. (Przypadkowo jednocześnie argumentowałem, że Star Trek zawsze dotyczył tego, jak wkraczamy w nowe światy z otwartym umysłem).

Mark Hamill, Carrie Fisher i Harrison Ford w Gwiezdne Wojny: Część IV – Nowa nadzieja .Lucasfilm
To piękny, mocny przekaz dla młodego człowieka. I ponieważ Nowa nadzieja była dla wielu osób pierwszą ucieczką w świat fantazji, jest równoznaczna z samym aktem tego, jak żyjemy zastępczo w innym świecie. Jest to synonim samej fantazji. Jest synonimem tego, kim chcemy być. Jest synonimem naszych własnych nadziei i marzeń. Oznacza to, że jest synonimem prawdziwej mocy rozrywki. I ze względu na to, jak blisko Nowa nadzieja spoczywa w naszych sercach, jakby był spleciony i spleciony z naszym DNA, jest to coś, czego nie możemy oprzeć się wrażeniu, że jest naszą własnością, tak ściśle związaną z tymi samymi zastępczymi instynktami, które wciąż mamy głęboko w sobie, nawet jeśli nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę To…
I właśnie dlatego radzenie sobie z tym wszechświatem jest tak niepewne. Dla wielu liczy się nie tylko ucieczka, ale *jedyna* prawdziwa ucieczka. Jest to tak samo realne w ich umysłach i tak samo ważne dla ich działania, jak samo życie. Zatem jak, dlaczego, kto i po co ta ucieczka może być dla niektórych cholernie trudna do zrozumienia, nie mówiąc już o porzuceniu tego jako widza. Zwłaszcza, gdy przechodzimy przez rosnące bóle tego dziwnego, nowego czasu…
Witamy w trzeciej erze Gwiezdnych Wojen.
Pierwszą z nich byłaby oczywiście oryginalna trylogia George’a Lucasa, od której rozpoczął się cały ten wielki romans. Druga era to oczywiście prequele, refleksyjny, brutalny czas, który wywołał po prostu wrogość wobec człowieka, który stworzył to, co kochali. Ale wielu pozostało wiernych, uwielbiając wszechświat, który kochali, nawet jeśli narzekali na rozgrywającą się w nim historię. I tak po tym, jak Lucas sprzedał prawa (i przeznaczył całą kwotę czterech miliardów dolarów na edukację, niczym mensch), znaleźliśmy się w trzeciej epoce ery Disneya kierowanej przez korporacje.
Kiedy doszło do wyprzedaży, pamiętajcie, że niektórzy hardcorowi fani odczuli ogromną ulgę. Byli tak wściekli na Lucasa, że teraz chcieli się objąć ktokolwiek kto mógłby zrobić to lepiej. A sytuacja wyglądała szczególnie dobrze, gdy do prowadzenia serialu zatrudniono Kathleen Kennedy (większą producentkę niejakiego Stevena Spielberga). Ale jak ona i Disney poradzą sobie z tą odpowiedzialnością? Co zrobiliby z sagą Skywalker? Czy przywrócą marce dawną świetność? A może byłaby to szansa na wprowadzenie do świata Gwiezdnych Wojen nowych, ekscytujących możliwości? Zwykle unikam tego rodzaju komentarzy, ale myślę, że to wymowne. Kiedy kilka lat temu cała sprawa zaczęła się kręcić, mój twórczy przyjaciel opowiedział mi o spotkaniu, podczas którego omawiano nowy sposób działania Disneya. Zgłosił, co następuje: jeśli nie pachnie, nie wygląda i nie przypomina Gwiezdnych Wojen 77, oznacza to, że nie są zainteresowani.
Jest to zrozumiały instynkt. W końcu największą skargą dotyczącą prequeli było to, że wszystko wydawało się zbyt dopracowane, puste i płaskie. Były to oczywiście bardziej błędy w wykonaniu niż zamiary, ale to nie powstrzymywało ludzi od trzymania się tej wiary. Nieprzypadkowo niedawno pisałem o tym, jak chwytamy się faktury filmów, często ignorując ich tekst. Jednak Disney chciał jasno przekazać fanom, że mogą być spokojni, przekazując ten krytyczny element tekstury. To było tak, jakby mówili: „To będzie wyglądać i czuć się tak, jak to pamiętasz”. Każda twórcza decyzja zdawała się to potwierdzać. Kręcimy na 35 milimetrach! Spójrzcie na te demonstracje praktycznych efektów! Wykorzystamy znane Ci projekty! Wszystko będzie miało ziemisty, zużyty charakter!
Przyznam, że denerwowałem się zatrudnieniem J.J. Abramsa w odcinku siódmym od samego początku, a jednak dziwnie pełnym nadziei. Zawsze uważałem, że jest niesamowity w reżyserowaniu z energią i werwą. Myślę, że potrafi uzyskać świetne kreacje swoich aktorów. I być może ma najlepsze oko do rzucania czarów we wszechświecie. Ale kiedy Przebudzenie Mocy wyszedł na światło dzienne, wszystkie jego błędy w opowiadaniu historii wyszły na wierzch, pełne strasznych zagadek z powodu instynktu tajemniczego pudełka. Ale nadal był naprawdę dobry w teksturowanych rozkoszach. I spełniło swoje zadanie, rozpoczynając nową przygodę z postaciami, które naprawdę lubiłem. Mimo wszystkich moich skarg nadal chciałem kontynuować moją podróż. Według Disneya było to bezpieczne lądowanie.
Tymczasem, Łotr Jeden ilustruje inny zwrot z bardziej skalistą ścieżką produkcji. Podwoiło to obsesję na punkcie uzyskania właściwej tekstury, prawie kopiując projekt Nowa nadzieja aż do T. I chociaż Gareth Edwards z pewnością ma dużą wrażliwość fotograficzną, naprawdę nie sądzę, że film ma odrobinę sensu fabularnego, budując solidne podstawy, zanim porzuci wątki fabularne w pogoni za serią wymykających się spod kontroli momenty nagiej pobłażliwości (przejdę do największego później). To jest wadliwa bestia . Ale znowu, chociaż istniały pewne podziały co do jego względnego sukcesu, było bardzo mało niechęci. Ponieważ oba te filmy nadal spełniły swoje zadanie pod względem świadomości popularnej i dostarczały haju, jakiego pragnęła baza fandomu.
W tamtym momencie niewiele mówiono o Kathy Kennedy i jej roli w tym wszystkim (coś, co ostatnio bardzo się zmieniło). Nie dajcie się zwieść, jest tytanem tej branży. Jej kariera mówi sama za siebie, nawet poza pracą megaproducenta dla Spielberga i Amblina. Często wykazuje błyskotliwe oko do prac innych, ponieważ wspiera także takie filmy jak Szósty zmysł, Persepolis, Nurkujący dzwon i motyl, Ponyo I Śnieg padający na cedry. Prostym celem jej zatrudnienia było przekształcenie jej w nową wersję Kevina Fiege z „Gwiezdnych Wojen”. Ale prosta prawda jest taka, że nie zawsze jestem pewien, w jakim stopniu pewne umiejętności producenta pokrywają się z tą bardzo dziwną pracą. Nadzór nad wizją nieruchomości wymaga niesamowitego wyczucia fabuły oraz dobrego wyczucia tego, co jest, a co nie leży poza granicami tego, czego ludzie szukają.

Producent Kathleen Kennedy, aktorzy Peter Mayhew, Mark Hamill, Oscar Isaac, John Boyega, Daisy Ridley, Carrie Fisher, Anthony Daniels i reżyser J.J. Abramsa.Alberto E. Rodriguez/Getty Images dla Disneya
Nie sądzę, że Feigeowi przypisuje się w tym względzie wystarczające uznanie za podstawowy sukces, ale jednocześnie zbyt duże uznanie przypisuje się filmom, które mogą nie spełniać większego celu (moje przemyślenia na temat obecnego stanu MCU są tutaj. Ale w ciągu 10 lat nakręcił także 20 filmów, w których rozwiązał wiele problemów. Obecnie wkroczyliśmy w nową erę Disneya i napotkaliśmy pewne problemy, jeśli chodzi o podstawowe pytania: po co tak naprawdę tu zmierzamy? rodzaje Filmy z Gwiezdnych Wojen chcą robić? Kogo chcą zadowolić? Dlaczego?
Jednym z problemów w odpowiedzi na te pytania jest sposób, w jaki myślimy o czasie, jeśli chodzi o kręcenie filmów. Jest wielu fanów, którzy zachowują się jak całe podejście Tylko został napisany, wyreżyserowany i wydany jako bezpośrednia reakcja na Ostatni Jedi . Jest to oczywiście śmieszne. Filmy powstają latami, a zmiany należy dokładnie przemyśleć i właśnie dlatego potrzebna jest pewna ręka i wizja nawet w trudnych sytuacjach. Ale ludzie nie mogą powstrzymać się od oglądania filmów ze względu na to, jak doświadczają ich jako widzowie. Niebezpieczeństwo pojawia się, gdy grupa posiadaczy wizji nieustannie reaguje na dialog odpowiedzi. A to nie zmienia sposobu, w jaki mówią o filmach, ale decyzje, które wchodzą w skład tego procesu. Podejście Disneya niepokoiło mnie. Słuchaj, w Hollywood zdarza się wiele zastępowań i dodawania współpracy, o których tak naprawdę nikt nie wie. Co sprawia, że przypadkowy charakter zatrudniania i zwalniania reżyserów w Gwiezdnych Wojnach jest jeszcze bardziej dziwny. Zwłaszcza jeśli chodzi o drobne hity, które mają na celu uspokojenie fandomu. Wiele mógłbym powiedzieć na ten temat, ale wszystko składa się na coś całkiem jasnego, jeśli chodzi o ich ogólne podejście:
Grali w piłkę magnetyczną.
Jest to termin używany w piłce nożnej dla młodzieży, gdy wszystkie dzieci wybiegają ze swoich pozycji i po prostu próbują kopnąć piłkę. Często próbują po prostu kopnąć w kierunku bramki lub nawet w kierunku do przodu, ale nie zawsze tak jest. To po prostu pewna forma jednotorowości lub megalomanii, która prowadzi do zdezorganizowanego, reakcyjnego stylu gry. Zasadniczo nie myślisz strategicznie, nie myślisz o obronie, ani nie wykonujesz ruchów szachowych, które prowadzą do większego sukcesu. Jednak prawdziwym problemem związanym z nadmiernie reaktywnymi posunięciami w kręceniu filmów jest to, że ignorują one pierwszą radę Billy'ego Wildera, która brzmi: publiczność jest zmienna. Gonienie za piłką, jakby to zawsze prowadziło do sukcesu, nie ma sensu. Zwłaszcza, że piłka to tak naprawdę warczący, syczący rosomak, który tak naprawdę chce się tylko przytulać (często fandom jest definicją przywiązania lękowo-ambiwalentnego).
Trudniejsza prawda jest taka, że fani Gwiezdnych Wojen są nieskończenie bardziej kapryśni, ze wszystkich powodów podanych w „Core”. A najtrudniejsza prawda jest taka, że ponieważ ten fandom sięga tak głęboko do dzieciństwa, nie sądzę, żeby wielu z nich naprawdę rozumiało, co dzieje się na głębszych poziomach ich fandomu. Zatem przesadne reagowanie na nie jest nie tylko szaleństwem, ale sprawia, że zrozumienie złożonej publiczności staje się jeszcze ważniejsze. Ale na szczęście dla nas istnieje film, który stał się podstawą naszego współczesnego, popularnego rozumienia samych Gwiezdnych Wojen.
Mówię oczywiście o…
Nie ma co do tego wątpliwości Ostatni Jedi stał się przewodnikiem w podejściu do większych celów Twojego fandomu Gwiezdnych Wojen. Prawdę mówiąc, nie interesuje mnie dyskusja, czy film jest zły, czy dobry. Bardziej interesuje mnie pytanie, dlaczego dokładnie ten film stał się podsekcją fandomu tak cholernie zdenerwowany ?
W tej dyskusji należy zauważyć, że ta wściekła podsekcja bardzo chciałaby, aby wszyscy uwierzyli, że jest to podział 50/50 (zwłaszcza po tym, jak zbombardowali wynik Rotten Tomatoes, który stoi w całkowitej sprzeczności z 91-procentowym wynikiem krytycznym, jaki przysięgałem, że został spłacony). Cokolwiek sądzimy o tej histrioni, anegdotycznie odkryłem, że osoby, którym się nie podoba, stanowią mniejszą grupę, stanowiącą około 20 procent fandomu, ale mówią o tym dość głośno.
Jest to część problemu polegającego na tym, że jakikolwiek publiczny spór może sprawiać wrażenie, że istnieją dwie równe strony, podczas gdy w rzeczywistości są to tylko dwie strony sporu. Ale mówię to wszystko tak, jakby procenty faktycznie miały znaczenie. Nie, próbuję tylko wyjaśnić, co się dzieje. Ale nie zależy mi na wygraniu jakiegoś hipotetycznego konkursu popularności. Dużo bardziej interesuje mnie wspomniana wcześniej głębsza diagnoza tego, na co tak naprawdę wszyscy reagują w tym filmie?
Żeby było jasne, bezwstydnie kochałem Ostatni Jedi . I wielokrotnie przyznawałem, że ta opinia jest prawdopodobnie bezwartościowa, ponieważ poznałem już wielu członków rodziny Johnsonów. Zawsze byłem w tej kwestii szczery. Więc śmiało. Oskarżaj mnie o stronniczość. Wyrzuć wszystko, co mam do powiedzenia. Akceptuję to. Ale to także sprawia, że chcę porozmawiać o dynamice, na którą chciałem zwrócić uwagę od dawna, i dlatego wielu ludziom w branży rozrywkowej trudno jest udawać, że coś się podoba. Dlaczego? Czy Hollywood nie powinno być sztuczne? Cóż, jeśli nie zauważyłeś, jesteśmy raczej grupą upartą. I tak było, wiele razy widziałem coś, co zrobił ktoś, kogo znam, nie podobało mi się to, a potem odczuwałem intensywny niepokój, gdy cicho kiwałem głową i nic nie mówiłem w odpowiedzi.
To bolesne uczucie, szczerze mówiąc. Właśnie dlatego czujesz ogromną ulgę, gdy widzisz coś, co naprawdę kochasz. I tak, kochałem Ostatni Jedi . Podobnie jak wielu, ale nigdy nie myślałem, że tak bardzo pokocham film Gwiezdne Wojny. Pokochałem ten film z tak wielu powodów, że poczułem potrzebę napisania o nim podczas premiery, ze względu na piękne przeliczenie wszystkiego, z czym miałem problemy nie tylko w poprzednim filmie, ale w ogóle z serią. Ale może powinienem był zdać sobie sprawę…
Niektórzy ludzie nie poradziliby sobie dobrze z takim przeliczeniem.
Ale wyjaśnijmy jeszcze jedną rzecz: istnieje wyraźna różnica między nielubieniem czegoś lub pragnieniem, aby było to coś innego, a poczuciem, że film został zdradzony i nękany.
Fajny? Fajny.
Cieszę się, że możemy zgodzić się co do podstawowych zasad moralności. Bardziej zniuansowany argument dotyczy jednak litanii ostrych ludzi, którzy upierali się, że to po prostu zła narracja. Do tego stopnia, że nie ustało. Po tym, jak o tym wspomniałem, co pięć sekund dostaję desperackie prośby, że po prostu TO ZŁE. PO PROSTU PRZYZNAJ, ŻE JEST ZŁO. DLACZEGO NIE MOŻESZ PRZYZNAĆ, ŻE JEST ZŁO, CO Z TOBĄ NIE tak?!?! Co jest w pewnym sensie absurdalnym sposobem rozmowy z kimś, nie mówiąc już o prowadzeniu argumentacji.
Często wiąże się to z założeniem, że jestem zaślepiony moją oczywistą stronniczością i to z pewnością powstrzymuje mnie od dostrzeżenia tego, co tak wyraźnie postrzegają jako rażącą nieudolność. Wydaje się, że wszyscy używają tych samych terminów związanych z historią; jak wiele Ostatni Jedi Czy widziałeś hejterów twierdzących, że film nie przejdzie testu 101 scenariuszy? Ale za każdym razem, gdy zwracam uwagę, że dosłownie napisałem książkę zatytułowaną o tym, i wyjaśniam, dlaczego tak nie było, wydaje się to tylko prowadzić do większego oburzenia. Jest wręcz niemożliwe, aby myśleli, że fabuła filmu jest jak cholera trafna, a wszystko dlatego, że nie odzwierciedla ona ich emocjonalnych przeżyć związanych z oglądaniem go.
I naprawdę musimy o tym porozmawiać.
Nie obchodzi mnie, czy coś Ci się podobało, czy nie. Masz pełne prawo do swojej opinii. Ale opinia nie jest najważniejsza. Chodzi o to, że kiedy mówisz, że coś jest kiepskim tekstem lub złym kierunkiem, chcę zrozumieć, co właściwie przez to masz na myśli i dlaczego tak myślisz. A jeśli potrafisz wyjąkać tylko kilka mylących słów, które składają się na to, co czuję, to nie mogę cię zrozumieć. A prosta prawda jest taka, że stosowanie właściwych słów i jasne ich popieranie, jednocześnie wykazując zrozumienie kryjących się za nimi niuansów, jest dosłownie tym, czym jest krytyka. Właśnie dlatego tak bardzo nie podoba mi się to, że kultura krytyczna próbuje przypisać określony rodzaj oceny wartościującej, tylko dlatego, że uważamy, że właśnie to powinniśmy robić.
Ale nie powinniśmy. Na przykład pracowałem nad utworem, w którym dość trudno było zachować spójność tematyczną Blade Runner 2049 już od roku, ale jeśli użyję słowa „zły” do opisania czegokolwiek na temat filmu, powinniście mnie po prostu spoliczkować. Więc jeśli chodzi o szerszą dyskusję wokół Ostatni Jedi, i rodzaje zastosowań języka, które widzę, widzę mnóstwo języka, który przypomina to, że jest to złe pisanie! z całkowicie zniekształconym brakiem wyjaśnień dlaczego. W odpowiedzi pozostawię to następującemu komentarzowi na Twitterze: @Alecsayswhenhes Wygląda na to, że ci ludzie nie mają pojęcia, co właściwie oznaczają słowa „niepotrzebne”, „wypełniacz”, „historia”, „charakter charakteru”, „nierozwinięty”.
Rzucanie ludziom tego rodzaju lekceważącego żaru jest trudne. Ponieważ NIE MA SPOSÓB, żeby to nie wyglądało na obraźliwe dla kogoś, tak samo jak nie ma mowy, abym nie wyszedł na wulgarnego lub pretensjonalnego, mówiąc to. Więc natychmiast stawia mnie z powrotem na piętach: NIE, nie twierdzę, że po prostu tego nie rozumiesz. NIE, nie sądzę, że jestem jedyną osobą, która rozumie pisanie. TAK, OCZYWIŚCIE, wszyscy jesteśmy po prostu subiektywni. I TAK, w krytyce istnieje nieskończona ilość warstw niuansów i argumentacji. Ale wszystko polega na potraktowaniu tematu z takim samym namysłem, jednocześnie wyjaśniając specyfikę twojego argumentu. Nie mylisz się w swojej opinii, ale przyszedłem tutaj, aby zrozumieć, co naprawdę mówisz. A z kolei chcę, żebyście zrozumieli, co naprawdę mówię.
Tak więc, chociaż nie mogę odebrać Ci negatywnych doświadczeń związanych z oglądaniem danego filmu, doszedłem do wniosku, że opowiadanie historii Ostatni Jedi grał jak cholerna piosenka, przechodząc od uderzenia do uderzenia z całkowitą przejrzystością i przenikliwością. Nie, nie sądzę, że jest pełen złych tekstów. Uważam, że jest to przykład bardzo, bardzo dobrego pisania.
I zaraz wyjaśnię dlaczego.
Dlaczego Holdo po prostu nie powiedział Poemu o swoim planie?!
Pamiętam, że wyszedłem Ostatni Jedi, i wszyscy się uśmiechaliśmy, ale był jeden facet w grupie, który był bardzo zły z powodu tego szczegółu fabuły. Resztę z nas zaskoczył nie sam komentarz, ale ogrom kryjącej się za nim złości (okazuje się, że nie byłby sam, bo to jedyny komentarz, który krążył w Internecie do znudzenia). To nie miało żadnego sensu! – krzyknął. Nie miało znaczenia, jak bardzo odrzuciliśmy fakt, że w pierwszej wspólnej scenie przedstawiła mu powody, dla których nie ufała mu, ani nie miało znaczenia, jak bardzo wskazaliśmy na logikę z życia wziętą, mówiącą, że dowództwo wojskowe nie ma bodźca do powiedz funkcjonariuszom znajdującym się pod nimi o swoim planie (często jest to spowodowane potencjalnym uchwyceniem, nie mówiąc już o ich paranoi na punkcie śledzenia w filmie). Ale on upierał się, powinna była mu powiedzieć! jakby osobiście został zdradzony przez jej decyzję.
Prawda jest taka, że nie jest to rzadkość wśród niektórych fanów. Podchodzą do historii w kategoriach tego, co byłoby najbardziej logiczne dla danej postaci w opowieści, a czasami nawet nie chodzi o to, co to jest. charakter zrobiłby. Podejdą do tego tak, jak by to zrobili I jako osoba znajdująca się w tej konkretnej sytuacji, postąpisz inaczej? Co nie tylko źle rozumie całą potrzebę obecności postaci o różnych punktach widzenia w opowiadaniu historii, ale także to, że wdawanie się w te nonsensowne debaty na logikę przeczy głębszym intencjom i funkcjonalności samego opowiadania historii.
Ponieważ dosłownie nie ma sensu podchodzić do złej logiki wyboru danej historii w taki sposób, w jaki myślisz, że naprawiasz wady filmu. Zamiast tego jesteś dosłownie usuwając konflikt z filmu . Oczywistym problemem jest to, że celem filmu jest wywołanie konfliktu. Chcemy historii, które dotrą do sedna konfliktu między dwojgiem ludzi i poprzez dramatyzację tego konfliktu powiedzą coś o kondycji ludzkiej. Jednak kierując się humanitarnym pragnieniem, aby widz poszukał rozwiązania tego samego konfliktu (co, jak sądzę, świadczy o sile, jaką historie mają na ludzi), często podświadomie będzie próbował rozwiązać go za pomocą nieszablonowej, praktycznej decyzji, która odzwierciedla własnego mózgu, nad logiką samego dramatu.
Na przykład kilka lat temu wymyśliłem termin, który do tego odnosi się, co było wystarczająco zabawne, gdy omawiałem inny film Riana Johnsona zatytułowany Pętla . Ktoś na Twitterze powiedział, że nie może dostać się do filmu, ponieważ fabuła podróży w czasie nie jest najskuteczniejszym sposobem na pozbycie się ciała. Dlaczego po prostu nie wrzucili ich do oceanu!? zapytał. Mógłbym wpaść w pułapkę logiczną i włączyć się do debaty. Mógłbym argumentować, że ponieważ tłumowi zależy na potwierdzonych zabójstwach i odpowiedzialności, a gdyby wrzucili ich na środek oceanu, kto wie, co mogłoby się naprawdę wydarzyć, być może jakimś cudem przeżyli, ale strzał ze strzelby z pewnością spełniłby swoje zadanie. . Ale to nie ma znaczenia. Prawdziwy problem polega na tym, że dana osoba nawet nie zdawała sobie sprawy, że opowiada się za czymś lepszym, co nie tylko usunęło cały konflikt, ale także usunęło cały film.
Byłbyś zszokowany, jak często ludzie myślą w ten sposób. To jakby powiedzieć, dlaczego dobry facet nie zastrzelił złego w ciągu pierwszych pięciu minut? Zwykle rozumieją, dlaczego nie w tym przypadku. Dlaczego więc dzieje się tak, gdy nie mogą dostać się na dany film? Czy to naprawdę dlatego, że nie wrzucili nikogo do oceanu? Czy poszedłbyś zobaczyć? To film? To coś, co sprawia, że mam ochotę się wycofać i zapytać ludzi: co wy tu robicie? Dlaczego oglądasz ten film? Co właściwie chcesz zobaczyć? Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że chcąc go rozwiązać, tak samo jak każdy pragnie konfliktu i dramatu, ale nie potrafią znaleźć sposobu, aby porozmawiać w tych kategoriach językowych. Jest to nieodłączną częścią przyczyny, dla której tak cholernie trudno mi mówić o logice lewopółkulowej w opowiadaniu historii, gdyż przeczy to intencji samej historii.
To tak, jakby ludzie nie mieli pojęcia, co tak naprawdę stanowi dziurę w fabule. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile osób wyszło Ostatni Jedi zły, bo nie dostaliśmy odpowiedzi na pytania postawione w ostatnim filmie i dosłownie nazwaliśmy je dziurami w fabule. Aby być uczciwym, w tej kwestii daję im trochę swobody emocjonalnej, ponieważ J.J. Wydaje się, że Abrams nie jest w stanie opowiedzieć żadnego szczegółu historii, aby nie unosił się on w atmosferze tajemniczości danej sceny, więc być może sprawiedliwe jest, aby takie podejście do opowiadania historii wzbudziło pewną ciekawość. Ale równie sprawiedliwe jest dla mnie twierdzenie, że nie stawia to również dramatycznie postawionych pytań.
Co stanie się z Rycerzami Ren? Nie mam pojęcia i nie obchodzi mnie to. Było w nich zaledwie kilka ujęć Przebudzenie Mocy, i jestem prawie pewien, że w tekście nie było o nich prawie żadnych odniesień. Zaczynam być niejasno ciekawy, ale nie ma dosłownie żadnego udramatyzowanego powodu, aby przejmować się czymś więcej niż tylko ich istnienie w rozszerzonym wszechświecie w ramach wiedzy. To nie jest dramatyczne pytanie. Poza tym, kiedy przyszedł czas na opowiedzenie prawdziwej historii pomiędzy Luke’em i Kylo, Ostatni Jedi odniósł się do tego z nawiązką. Ale co z Lordem Snoke’em? Kim on jest? Jak doszedł do władzy? Czy to ma znaczenie? Nie zapominajcie, że oryginalna trylogia nigdy tak naprawdę nie zadawała sobie trudu odpowiadania na te pytania cesarzowi, a to nie miało znaczenia. (I czy prequele nie mówiły nam, że tak naprawdę nie chcieliśmy tego rodzaju odpowiedzi?) Dlaczego admirał Ackbar nie został porządnie wyrzucony z pracy? Słuchaj, ja też lubię jego postać, ale miał tylko kilka dobrych uderzeń Powrót Jedi i był bardziej popularny jako mem. Odpowiedź na to pytanie oznacza w dużej mierze poddanie się presji meta (a la Barb) zamiast presji opowieści. Bo to nie są palące, dramatyczne sprawy.
Dlaczego więc mamy wrażenie, że chcemy odpowiedzi na tego rodzaju pytania poza tekstem? Często nie ma to nic wspólnego z celem opowiadanej historii ani z tworzeniem lepszego dramatu, to po prostu coś, co ich zdaniem może być fajne. To oczywiście wiąże się z szerszym pojęciem o tym, jak myślimy o fikcjach fanowskich, a także o tym, jak postrzegamy siebie w najbardziej młodzieńczych elementach opowiadania historii. Zawsze chodzi o motyw pod fanowska fikcja. I to wszystko jest częścią problemu myślenia o tym, co bym zrobił! mantrę, zamiast faktycznie zająć się zasadnością tego, co jest przed nami stawiane. Musimy zaakceptować film, który mamy przed sobą i zadać sobie pytanie, czy osiąga on swoje cele.
Innym problemem związanym z oceną dramatycznego konfliktu jest jednak to, jak bardzo jesteśmy wrażliwi na tempo i teksturę. Przebudzenie Mocy jest w ciągłym pośpiechu, nieustannie przerywany przez niebezpieczeństwo, stale narażający cię na niebezpieczeństwo. Łatwo się z tym zgodzić, ale jest to również pewien podstęp, gdy próbujemy dowiedzieć się, o czym właściwie jest film. Kluczem jest po prostu o tym nie myśleć i uśmiechać się. Ale Ostatni Jedi ma inny sposób działania, ponieważ skieruje konflikt w jednym kierunku, a następnie przekręci go w innym. Jest to typowe w przypadku wielu tradycyjnych opowieści, szczególnie w stylu noir lub kryminału, ale chodzi o sprzyjanie chwilom zaskoczenia.
Rzecz w byciu członkiem publiczności polega na tym, że musisz chcieć na to pozwolić. Trzeba chcieć dać się oszukać w określonym kierunku. Musisz chcieć pozwolić rzeczom odetchnąć i odejść, ooooh, OK. właśnie to robią i właśnie dlatego mam wrażenie, że wiele osób miało wrażenie, że w filmie występują problemy z tempem. Technicznie rzecz biorąc, nie, ponieważ stanowi całkiem niezły klip, ale to nie znaczy, że publiczność nie jest wrażliwa na coś, co tam jest. Ponieważ, hej, zgadnij co?
Pozwólcie, że skrytykuję podejście Riana Johnsona w tym filmie! (Słyszalne westchnienia.)
Shane Black często mówi o jakości ostrości, co oznacza przekonanie, że film musi zachować odpowiednią równowagę między przejrzystością dramatyczną, zaskoczeniem, przemocą, brakiem przemocy itp. Zasadniczo widz może szybko się czymś znudzić, jeśli przesadzisz z ręką. . I chociaż sprawdza się to w przypadku większości wielkich odkryć, poczucie ciągłego wzmacniania poczucia reżyserii dramatycznej może mieć trwały efekt. Nie chodzi więc o to, że dramatyczne decyzje podjęte w filmie się nie zgadzają, ani że są niefunkcjonalne. Chodzi o to, że tradycyjna publiczność może być zmęczona koniecznością ciągłego grania w tę konkretną grę. Co może sprawić, że poczujesz się wolniej, szczególnie w porównaniu z rzeczywistością! Iść! Iść! styl Przebudzenie Mocy . Tam! Pojawiła się krytyka! Ale zauważ, że nie jest to argument mówiący, że publiczność nigdy nie powinna chcieć być zaskoczona. Co ważniejsze, jeśli postrzegasz ujawnienie Holdo jako oszukane, wkraczasz w coś zupełnie innego. Ponieważ skupiasz się bezpośrednio na zaskoczeniu męskiej postaci, która sprawia, że czujesz się głupio lub gorzej niż w przypadku postaci kobiecej, a HOO BOY otwiera w ten sposób kolejną puszkę robaków (do czego dojdziemy później). Powtórzę jeszcze raz: chodzi o to, aby nauczyć się mówić językiem opisującym to, co naprawdę dzieje się z naszymi reakcjami, zwłaszcza gdy ludzie upierają się, że chodzi o logikę.
Nigdy nie nazywają tego złą logiką, jeśli im się to podoba.
Lub gdy jest to coś, co sprawia, że czują się dobrze. To ujawnia wszystko. Bo jest mnóstwo rzeczy, które uważam w danym filmie za niestosowne i do których mógłbym zastosować logiczny argument, a tego nie robię. Ponieważ nie o to chodzi w opowiadaniu historii i nie dlatego uważam daną kwestię za niestosowną. Chodzi o to, jak postacie rosną, zmieniają się i są w konflikcie. Szczególnie w sposobie, w jaki wszystko tworzy łuki, co według tych samych zagorzałych fanów było w filmie złe. Co więc tak naprawdę przeszkadza ludziom, którzy oglądają ten film? Czego nie dostali? Aby do tego dojść, przeanalizujmy te…
Zamierzam od razu do tego przejść, ale pamiętajcie: sedno każdej postaci opiera się na dramatyzacji psychologii postaci. Chcemy zrozumieć, co myślą, dlaczego i w jaki sposób film pokazuje nam to poprzez akcję w tekście, a następnie śledzić, jak wpływa to na ich zachowanie, jak się to zmienia lub jak wykazują determinację. Fajny? Fajny.
Przejdźmy jeden po drugim:
Poego : Na początku filmu Poe nadal jest odważnym pilotem z serii Hotshot Przebudzenie Mocy (który w ostatnim filmie w ogóle nie miał żadnego wątku ani nic do roboty, ale wtedy nie przeszkadzało to tym narzekaczom, prawda?). Na początku jego misją jest pomyślne odwrócenie uwagi, aby krążowniki mogły uciec, ale jest tak pewny siebie, że gdy już nabierze rozpędu, postanawia ruszyć na całość, aby mieć szansę na zniszczenie drednota. Wzywa więc oddział bombowców. Rozpoczyna się napięta sekwencja szwajcarskiego zegara, a oni wchodzą na całość i faktycznie udaje im się zniszczyć drednota, ale nie bez wielkich kosztów, ponieważ zdziesiątkowali własny oddział bombowców. Poe wraca uszczęśliwiony, ale Leia karci go, bo straty były zbyt duże. Nie tylko ze względu na posiadanie zespołu bombowego, który może im później pomóc, ale także ze względu na proste koszty ludzkie. Żadnej wojny nie da się wygrać, jeśli skończy się to w praniu. Za to go degraduje.

Oscar Isaac w roli Poe Damerona Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi .Zdjęcia Lucasfilmu i Walta Disneya
Chociaż Poe kocha i szanuje Leię, wciąż jest wściekły i wydaje się, że nie rozumie lekcji, której ona próbuje go nauczyć. Kiedy rozpoczyna się kolejny atak, w wyniku którego Leia zostaje podłączona do aparatury podtrzymującej życie, Poe jest teraz zobowiązany wobec generała Holdo, który nie ufa mu ani na jotę i uważa jego lekkomyślność za absurdalnie niebezpieczną (zwłaszcza, że nie ma wystarczającej siły). ma do niego takie samo powinowactwo, jak Leia). Biorąc pod uwagę wszystko, co do tej pory widzieliśmy, ma całkowitą rację, że to robi. Ale Poe, wciąż porywczy, uważa, że po prostu robi coś złego. Więc udowodnić jej, że się myli? Obmyśla tajny plan zatrzymania latarni śledzącej, który jest lekkomyślny i niebezpieczny, a także naraża jego najbliższych przyjaciół na niebezpieczeństwo. Będzie walczył, do cholery. Następnie Poe konfrontuje się z Holdo, ale ona najwyraźniej ma paranoję, dlaczego są śledzeni, i dlatego nie chce mu powiedzieć o planie. Powtórzę: ona już mu nie ufa ani na jotę, więc dlaczego miałaby mu zaufać teraz? Ona każe mu ustawić się w kolejce. Poe nie. Zamiast tego organizuje zamach stanu, próbując wprowadzić w życie swój własny plan.
Porozmawiajmy przez chwilę o logice tego, ponieważ jest to nadal najczęściej omawiana kwestia, jaką widzę w dyskusji. Nie, to nie logiczne, żeby opowiadała mu o planie. Powtórzę raz jeszcze: dowództwo wojskowe nie jest zajęte ujawnianiem podwładnym wszystkich szczegółów misji, szczególnie tym, którym nie ufa i których zdegradowali, zwłaszcza gdy są śledzeni, a informacje są dosłownie najbardziej poufną rzeczą. Kiedy masz porywczego żołnierza, najważniejszą rzeczą, jaką może zrobić, to podporządkować się systemowi i zaufać mu.
Nie ma powodu nawet wierzyć, że zaakceptuje jej plan odwrócenia uwagi i ucieczki, ponieważ jego całe podejście polega na konfrontacji. Ale mówiąc dramatycznie, chodzi o lekcję, której musi nauczyć się jego postać. Kiedy więc Leia budzi się z aparatury podtrzymującej życie w samą porę, aby interweniować w jego zamachu stanu, Poe dowiaduje się o planie od Lei, zdaje sobie sprawę ze swojego błędu i tego, dlaczego Holdo mu nie zaufał, i przyłącza się do jego poleceń. A potem Holdo przeżywa jeden z najbardziej wyjątkowych momentów w historii Gwiezdnych Wojen, kiedy rozbija swój statek przez cholerny gwiezdny niszczyciel. Całość jest jasną lekcją na temat przywództwa, ratowania współżołnierza w porównaniu ze strzelaniem do serca wroga. I tak w ostatnim momencie historii Poego Leia patrzy na niego i ufa mu, że postąpi właściwie. Poe właśnie to robi i pomaga pozostałym żołnierzom znaleźć wyjście z bazy, zamiast szarżować na przysłowiowy drednot swojego umysłu (jest tu wiele podobieństw tematycznych, aby Dunkierka ; czasem wystarczy przeżycie). W prawdziwie charakterystycznym stylu nasz porywczy pilot zrobił pod koniec filmu jedną rzecz, której nie mógł zrobić na początku: myśli racjonalnie i ratuje swoich przyjaciół. Każdy kawałek tego utworu. Każdy szczegół ma sens. Nie ma w tym nic złego.
Co więcej, jest to jedna z najważniejszych lekcji radzenia sobie z toksyczną męskością i egocentrycznym myśleniem… co prowadzi nas do sedna. To jest dokładny powód, dla którego ludziom może się to nie podobać. Czy nie wiedziałbyś, że jest wielu mężczyzn, którzy nie chcą odrobić tej lekcji. Zwłaszcza nie chcą mieć poczucia, że liderki coś przed nimi ukrywają. Zamiast tego chcą być pewni siebie, szczerzy, prawi i ostatecznie udowodnić, że mają rację. To jest łuk pobłażania. I, szczerze mówiąc, jest to dokładnie ten rodzaj zuchwałości, za który zawsze nagradza się postać Marvela (wskazując na moje problemy z MCU). I dlatego uważam, że jest to jedna z najważniejszych lekcji, jakie należy odrobić. Ten film to zrobił i zrobił to dzięki doskonałemu charakterowi. I najwyraźniej niektórzy go za to nienawidzili. Ale jeśli tak jest, potwierdź to. Proszę, nie mów mi, że tak było, bo to nie było logiczne.
Idziemy dalej…
Fin : Dlatego ludzie oskarżają Finna o najsłabszy wątek w filmie. Ale zacznijmy od ważnej rzeczy do omówienia: tak, ja też chciałbym, żeby ta nowa trylogia lepiej zbadała traumę Finna jako szturmowca. Też żałuję, że nie spędził więcej czasu na badaniu, jak został przeprogramowany i wrócił do świata. Życzę tych rzeczy, ponieważ jest to ważne przesłanie, które moim zdaniem jest prorocze dla naszego własnego świata. Jednakże nie posuwam się do tego życzenia tak daleko, aby uczynić je krytyką jego charakterystyki w tych filmach, ponieważ nie dotyczą one tekstu fanfiction. A to ma jeszcze mniejsze znaczenie, bo Ostatni Jedi nie tylko uziemia Finna w ten sposób Przebudzenie Mocy nigdy tego nie robił (w tym przypadku jego zachowanie było zawsze przypadkowe, sprzeczne i dziwne), ale naprawdę uważam, że Finn ma NAJSILNIEJSZĄ fabułę w filmie i taką, która przemawia do całego filmu.
To znaczy Finn rozpoczyna film jako samotny mężczyzna, budząc się w tym czymś w kombinezonie lekarskim. Dowiaduje się, co wydarzyło się w finale ostatniego filmu, ale od razu daje mu to do zrozumienia, że chce: nadal nie dba o opór ani bunt, interesuje go tylko dobro swojej przyjaciółki Rey. Dlatego natychmiast próbuje znaleźć kapsułę ratunkową, aby do niej dotrzeć, ale nie po to, by zwrócić ich buntowi, ale po prostu ocalić ich oboje. Ale potem spotyka Rose Tico, która pilnuje kapsuł ratunkowych. Od razu wpada w panikę, bo poznaje bohatera ruchu oporu. Finn lubi, gdy zwraca się na niego uwagę, ale z pewnością nie czuje się w środku bohaterem. Od razu widać to po jego twarzy, pojawia się syndrom oszusta, ale on stara się udawać, że jest spokojny. Ale kiedy Rose faktycznie zdaje sobie sprawę, że próbuje uciec i musi go powstrzymać, widać, jak złamane serce musi to zrobić.
Ale potem Poe wciąga Finna i Rose w swój plan misji szpiegowskiej, mającej na celu wyłączenie trackera. Finn nie chce zawieść żadnego z nich i zgadza się (nawet jeśli w tajemnicy po prostu martwi się o Rey). Tak zaczyna się ich bezsensowna podróż do Canto Bright. Kiedy tam docierają, Finn początkowo dostrzega blichtr i przepych i chce wziąć udział w świecie, który wydaje się tak pociągający, ale potem widzi, jak bogaci traktują tych, którzy są pod nim. Sposób, w jaki czerpią zyski z morderstwa. Sposób, w jaki traktują dzieci, niewolników i zwierzęta. Nagle widzi szerszy świat i sposób, w jaki wpływa na niego opresyjny Najwyższy Porządek (z tego samego miejsca, z którego pochodzi). To nie jest zwykłe współczucie, nagle sięga do własnego gniewu, zbudowanego przez te wszystkie lata własnego znęcania się, widząc siebie w szturchanych i zamkniętych w klatkach zwierzętach. Zmaga się z tym, ale kiedy oboje zostają oszukani przez zdrajcę, który w nic nie wierzy, a nawet kusi ich bzdurami obu stron (błyskotliwy, wymowny szczegół), Finn w końcu jest gotowy na odwrót.
Widziałem, jak ludzie komentowali, to dobry temat, a nie historia! I nie, to absolutnie historia, ponieważ jest to dobra praca nad rozwojem postaci. To wszystko Dokładnie jak Finn uwierzył w przesłanie ruchu oporu, jednocześnie dowiadując się wiele o pasji i prawości od Rose. Podobnie są ludzie, którzy mówią, że to bez znaczenia, ponieważ plan całkowicie się nie powiódł, ale jest to po prostu brak uznania, że większość zmian charakteru nie następuje poprzez sukces, ale przez porażkę (pomyśl o Luke'u i X-wingu na bagnach, także lekcja, której Yoda nauczy ponownie w tym filmie). Wszystko to składa się na głęboką część jego największej zmiany filozoficznej.
Ale wątek Finna nie polega jedynie na pokonaniu Phasmy, ale na chwili tuż przed tym, kiedy ona nazywa go szumowiną, a on odpowiada wymownym zdaniem: Buntownik szumowiny! To triumfalny, podniecający moment, który pokazuje, że teraz uwierzył w misję oporowego haczyka, żyłki i ciężarka. To pozornie ukończony rozwój postaci, ale pozostaje jeszcze jedna ważna lekcja do odrobienia.
Teraz, w pełni wierząc w przyczynę, ma w sobie tyle gniewu do wyładowania. Jest tak wściekły na całą niesprawiedliwość i nadużycia, że chce być odważnym bohaterem tak, jak widzi Poego, człowieka, który wleci w pancernik. Chce się poświęcić, być męczennikiem dla sprawy. I tak kieruje swoim statkiem prosto w stronę gigantycznego lasera i… Rose kieruje swój statek na niego, strącając go z drogi. Dlaczego miałaby to zrobić? Miał zamiar dorwać tych dupków! Podchodzi do niego wyraźnie zraniona i przekazuje najważniejszy temat całego cholernego filmu: nie wygramy walcząc z tym, czego nienawidzimy, ale ratując to, co kochamy (czyli dokładnie tej samej lekcji, której uczy się Poe). A potem go całuje.
W tej chwili trzeba wiele przemyśleć, by pokonać swój gniew, ale Finn po walce patrzy na Rose, a potem na Rey. To młody człowiek, który przeszedł od bycia bezcelowym do mającego cel, poza krótkowzroczność tęsknoty za Rey (która, jak zdaje sobie sprawę, podąża własną ścieżką), do posiadania czegoś prawdziwego i poważnego, a także przeszedł od egoizmu do rodzaju bezinteresowności to jest wspólne. To jest wręcz piękne. To cykl pełen momentów, które nie są wcale bezcelowe, a wszystkie są częścią odnalezienia swojej etyki i serca. Jego historia stanowi cały sens tego cholernego filmu. I tak to kocham.
Róża : Wiele osób myli termin „łuk charakteru” z określeniem kogoś, kto przechodzi od dobrego do złego, ale nie zawsze tak jest. Rose nigdy nie zmienia swoich przekonań, ale tutaj dzieje się zupełnie inaczej. Wszystko zaczyna się od pełnej dramatyzacji poświęcenia jej siostry, zanim w ogóle dowiemy się, że Rose istnieje. Następnie, kiedy pojawia się ona w kadrze, mamy pełne poczucie tego, co straciła i jak to na nią wpłynęło.
Kiedy Rose poznaje Finna, zaczynamy rozumieć, jak widzi swoje miejsce na świecie. To tylko mysi konserwator, tak daleko od wielkich bohaterów ruchu oporu! I widać jej miażdżące rozczarowanie, gdy zdaje sobie sprawę, że Finn nie jest tym, za kogo go uważała (powtarzając zdanie, jak często się mówi, że nigdy nie chcesz spotkać swoich bohaterów).

Kelly Marie Tran jako Rose i John Boyega jako Finn Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi .Zdjęcia Lucasfilmu i Walta Disneya
Potem, gdy Rose wyrusza na przygodę do Canto Bright, nie tylko przeczuwamy jej opinie na temat stanu galaktyki, jakby nie pojawiały się znikąd, ale mamy wyczucie jej historii i wychowania. Dowiadujemy się, co spowodowało, że Rose dołączyła do ruchu oporu i jak stała się tym, kim jest. Choć może się nie zmienia, publiczność uczy się o niej i przechodzi własną historię dotyczącą tego, jak ją postrzegamy. Ale my Do zobacz, jak Rose również zaczyna się zmieniać. Zaczynamy widzieć, jak odnajduje w sobie odwagę. Widzimy, jak odnajduje pewność siebie, szczególnie we wszystkim, w jaki sposób ona i Finn zaczynają się rozwijać i rozumieć.
A w ostatnich chwilach statków walczących z laserem to ona ma wszelkie powody, by być tą, która chce się poświęcić. Zabrali jej siostrę, która jest jej drugą połówką, znęcali się nad nią bardziej niż ktokolwiek dorastający. A to oznacza, że rozumie, że prawdziwym kosztem traumy jest sama strata. A Rose już nie przegra, dziękuję, i w ten sposób powstrzyma męczeństwo Finna. Jest to rodzaj odwagi, której często nie widać w tego typu filmach, i rodzaj łuku, o którym często w ogóle się nie myśli. Wątek Rose to opowieść o dobrej osobie, która nigdy nie myślała, że może mieć miejsce na głównej scenie. Nie doświadcza zmiany filozofii, ale zmiany aktualizacji. Jej historia o odwadze pokazuje: Tak, ja też mam w tym swój udział i być może najważniejszą ze wszystkich. Muszę po prostu stanąć w obronie swoich przekonań i działać zgodnie z nimi.
To jedna z najwspanialszych lekcji dla młodej, ambitnej osoby, takiej jak wcześniej Luke Skywalker. Mogę mówić tylko anegdotycznie, ale nie jestem w stanie powiedzieć, ile kobiet, szczególnie kobiet kolorowych, wyraziło poczucie pokrewieństwa i identyfikacji z tym łukiem. Ponieważ jest to rodzaj bohaterstwa, który często nie jest doceniany, a jest po prostu cholernie piękny.
Kylo : Zatem Kylo Ren jest moją ulubioną częścią nowej trylogii, prawdopodobnie dlatego, że jego charakterystyka była także moją ulubioną częścią Przebudzenie Mocy . Podoba mi się to, że największy zły Gwiezdnych Wojen jest teraz wyobrażany jako kapryśny, porywczy i uprawniony młody człowiek. W scenie otwierającej Ostatni Jedi W ostatnim filmie Snoke dramatyzuje swoją porażkę i przywołuje swoją porywczą, wściekłą, młodzieńczą naturę. Śmieje się z niego za to, że próbuje udawać twardziela, nazywa go nawet chłopcem w masce i niedoszłym jak Vader (tak, fandom Dark Side uderza w bardzo specyficznym miejscu). Kylo może zareagować jedynie rozbijając tę samą maskę w windzie. Nie ukrywam się! Pozwól mi to udowodnić! Rozbić, rozbić, rozbić! Rozbijając go, oczywiście leczy jedynie objaw, a nie problem. Kylo nie rozumie swoich własnych ran. Jasne, ma odwagę zabić ojca, ale w bitwie kosmicznej w pierwszym akcie nie może się zdobyć na to, by zestrzelić matkę (podczas gdy inny statek robi to za niego). Poza gniewem Kylo Rena jest ogromny ból.
Ale wtedy zaczyna się dziać tajemnicza rzecz: Kylo zaczyna na siłę łączyć się z Rey. Żadne z nich nie rozumie, co się dzieje i dlaczego. (W przypadku osób mających obsesję na punkcie logiki widzieliśmy, że ludzie mogą wymuszać komunikację na odległość, nie mamy powodu, aby nie rozszerzać tej logiki nieco dalej, ale nawet wchodzenie w to nie ma sensu, ponieważ jest to świetny, dramatyczny wybór). Ale tak wiele uczuć Kylo zaczyna wchodzić w grę: strach, złość, empatia, a nawet (przełyka) atrakcja .
Wszystkie ich sceny docierają do sedna jego złości na Luke'a Skywalkera, tego, który miał się nim opiekować, ale skończył po prostu próbując go zamordować. Ból z tego powodu nie zna granic i jest częścią zamętu wściekłego młodego człowieka, który nie rozumie haczyku 22 wyjaśniającego, dlaczego ludzie boją się jego gniewu i mogą jedynie atakować po kolei. Ale pozwala nam to również zrozumieć człowieczeństwo Kylo i zastanowić się, czy jest on w stanie powrócić do dobra?
Nie. Przynajmniej nie teraz. Rey idzie do Kylo i zdajemy sobie sprawę, że to wszystko było częścią planu Snoke’a spróbować zmienić ją na złą . Kylo patrzy, jak jego mistrz rozmawia z nią zadowolony na swoim krześle. Czuje się wykorzystany. I najwyraźniej też czuje coś do Rey. A kiedy zaprzecza Snoke'owi z moralnych przekonań, jego gniew wrze. Wystarczy, że Snoke w końcu go poniży i bum, enfant straszny cios mieczem świetlnym i zabije swojego pana. Przypomnij sobie scenę ostrej walki, w której Rey i Kylo walczą ze strażnikami cesarskimi. Dech zapierać ze zdziwienia! Czy Kylo zdał sobie sprawę ze swojego błędu? Oczywiście, że nie. Jest tak samo porywczy jak zawsze. Ma dość bycia poniżanym i jest też niecierpliwy jak zawsze. Nie ma szacunku dla jego uwielbienia dla starszych, każąc jej spalić przeszłość, zabić ją, jeśli trzeba. Jasne, że darzy Rey uczuciami, ale są to toksyczne uczucia chłopca, który nie rozumie różnicy między zauroczeniem a miłością, zaborczością a partnerstwem. Ona mu zaprzecza, przez co staje się kolejną osobą, którą musi postawić pod ścianą. Młody cesarz zajmuje swoje miejsce na szczycie, co z pewnością da mu poczucie kontroli, którego tak bardzo pragnie. Fałszywie wierząc, że to również naprawi jego poczucie bezsilności, tylko coraz bardziej wymyka się spod kontroli. W końcowej sekwencji rezygnuje z wszelkich powodów, aby skoncentrować się na zabiciu Luke'a Skywalkera, który według niego jest źródłem jego bólu, by na koniec dać się oszukać.
To uzasadnienie ciągłego upadku Kylo jest genialne. Ma wyraźne problemy z porzuceniem, które podsycają jego gniew. A kiedy Łukasz bał się jego gniewu, uznał to za kolejną zdradę. Wyraźnie widzimy, czego chce Kylo. On chce miłości. Chce poczucia kontroli. Ale jak wielu toksycznych młodych mężczyzn, nie zdaje sobie sprawy, że pochodzi to z wewnętrznego spokoju, a nie z odbicia otaczającego go świata. Jeśli już, kiedy wściekamy się w środku, widzimy tylko wściekłość na świecie. I tak Kylo będzie z nim walczył, spali go, zabije doszczętnie, nie zważając na nikogo, myśląc, że to go uratuje. To jego wadliwa adaptacja. Bycie Lordem Sithów sprawia, że czuje się potężny. Bycie głową imperium sprawia, że czuje się potężny. Ale w końcu czuje tylko bezsilność wobec tego, czego nie posiada . Oj. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, jak zakończy się ta podróż i czy go pochłonie, i czy w końcu będzie mógł złagodzić ból głęboko w swoim sercu.
Król : W ostatnim filmie Rey praktycznie natknęła się na ruch oporu i odkryła moc, o której istnieniu nie miała pojęcia. W pewnym sensie przypomina to podróż Luke’a Nowa nadzieja , ale o różnicach w wykonaniu mógłbym opowiadać cały dzień. Ale występując w tym filmie, wnosi swój ból porzucenia (uczucie, które czyni ją bardzo podobną do Kylo, co nie jest zaskakujące) i tęsknotę za znalezieniem swojego miejsca na świecie. Najbardziej widać to w jej pragnieniu zobaczenia swojego bohatera, jej aspiracyjnej postaci, jedynej osoby, która może ocalić ich wszystkich: Luke'a Skywalkera (tak też postrzega go publiczność). Ale jak mówi wspomniane popularne powiedzenie, nigdy nie spotykaj swoich bohaterów, ponieważ rzuca on swój stary miecz świetlny prosto z klifu.
Krótko mówiąc, Luke nie jest tym, kim chciała, żeby był. Stał się zgorzkniały, zły i urażony. A konkretnie o własnych niepowodzeniach. Nadzieja Jedi spoczywała w nim, ale wraz z nim zawiedli. Dlatego chce końca Jedi. Ale Rey nie może tego zaakceptować. Świat potrzebuje nadziei. Ona potrzebuje nadziei. Ona chce szkolenia; chce być Jedi, tak jak on przed nią. Ale Luke ciągle jej zaprzecza. Nie szkoli jej, ale stale trafia w sedno debaty. Naśmiewa się ze swojego treningu, twierdząc, że siła nie polega na poruszaniu kamieniami. Przekazuje wszelkie powody, aby się poddać i zamknąć przed tą mocą. I bardzo łatwo byłoby mieć obsesję na punkcie faktu, że Luke nie szkoli jej w tym filmie, ale w ten sposób przeoczylibyśmy oczywisty punkt: to nie Rey powinna zmienić swoje podejście. Jej serce jest na właściwym miejscu, podobnie jak jej etyka. Rey potrzebuje głębszej wiary i zrozumienia siebie.
Kiedy staje w obliczu swojej własnej jaskini, jej problemy osiągają punkt kulminacyjny. To nie tak, że Luke widzi siebie w Vaderze, ale zamiast tego Rey widzi niekończące się odbicia siebie, niekończące się lustra i prawdę, której nie chce się zmierzyć. Podobnie jak wcześniej Luke, ona nie potrafi słuchać.
A te problemy pojawiają się dopiero po jej wyprawie w drodze powrotnej do Kylo. W windzie Kylo wyznaje prawdę o jej największym strachu: ona jest nikim . Rey zawsze wyobrażała sobie, że jej rodzina jest jakąś odpowiedzią, która sprawia, że czuje się wyjątkowa, jakby miała swoje miejsce na świecie. Ale sprzedali ją jako bezwartościową. Ona jest sama. Nawet porzucona przez swojego bohatera. Prawda ta kryje w sobie ogromny ból. Ale to najważniejsza lekcja, której będzie musiała się nauczyć: ponieważ jest wystarczająca, dokładnie taka, jaka jest. Nie musi być Skywalkerem. Nie potrzebuje mitycznego pochodzenia. Jedyne, czego jej potrzeba, to moralność i wiara w siebie. Kylo i Snoke tyle razy proszą ją, aby oddała się swojej mocy, ale ona tego nie robi. Tak jak wyraźnie przejmuje się bólem Kylo, ale nie będzie z tego powodu cierpieć. I wreszcie, w swoim ostatecznym teście, Rey ucieka z powrotem do rebeliantów w samą porę, aby… przenosić kamienie. W tej chwili śmieje się, ale w świadomy sposób. Chodzi o to, że nie powinieneś brać tej ostatniej chwili dosłownie. Ponieważ tak naprawdę nie chodzi o przesuwanie skał. Chodzi o ludzi pod nim . Jak wszyscy w tym filmie, chodzi o ratowanie tego, co kochamy.
A historia Luke’a? Cóż, przejdziemy do tego później.
Na razie chcę zwrócić uwagę na niesamowitą przejrzystość każdego z tych wątków postaci. Inaczej Przebudzenie Mocy , w którym postacie, chcąc nie chcąc, przeskakiwały od sceny do sceny, z psychologicznego punktu widzenia emocjonalny rdzeń stojący za wszystkimi tymi postaciami jest jasny jak słońce. Możesz nie lubić szczegółów lub chcieć innych, ale to nie jest z nimi problem. Niektórzy z Was mogą nawet poczuć złość z powodu przejrzystości charakterystyki wyrażonej w tych podsumowaniach, lamentując, że miałem wiele miesięcy na obejrzenie tego filmu i przeanalizowanie każdego najdrobniejszego szczegółu, więc jest to niesprawiedliwe. Ale… widziałem ten film raz. Sześć miesięcy temu.
Ale pamiętam to wszystko, ponieważ było natychmiastowe i pięknie wyrażone poprzez dramat. Wszystko to zrozumiałem już za pierwszym cholernym zegarkiem. Więc naprawdę nie wiem, co powiedzieć komuś, kto mówi mi, że nie ma tu charakterystycznych wątków lub że to kiepski tekst. To dosłownie jedna z najbardziej sumiennych i spójnych kreacji postaci, jakie ostatnio widziałem w wielkim hicie kinowym. Więc dlaczego, do cholery, ludzie mówią, że to nie było jasne? Cóż, oznacza to, że albo po prostu nie widzieli tego takim, jakim było, albo, co bardziej prawdopodobne, po prostu nie podobało im się to, jak się z tym czuli.
I tu naprawdę się w to angażujemy.
Spójrzcie na poniższe oświadczenie z petycji do Lucasfilm o usunięcie odcinka 8 z oficjalnego kanonu – które przedstawię bez smołowania i wtapiania nazwiska składającego petycję, który go napisał – ale doskonale ilustruje to, co chcę poruszyć w tej sekcji. To znaczy, Gwiezdne Wojny, odc. 8: Ostatni Jedi, było pełne niedopuszczalnych, infantylnych, rozczarowujących i wręcz irytujących dowcipów. Te „żarty” uczyniły z filmu doskonały przykład samodegradacji. W nadchodzących odcinkach proszę nie psuć wszystkich potencjalnie epickich momentów z Gwiezdnych Wojen, legendarnych postaci i w zasadzie całej Sagi Gwiezdnych Wojen z humorem, którego każdy film klasy A by się wstydził. Jako największy i najbardziej złożony fikcyjny wszechświat jak dotąd zasługuje na więcej. I znowu dorosły dupek piszący petycję do Lucasfilm o usunięcie filmu z oficjalnego kanonu twierdzi, że należy to zrobić, bo niektóre żarty są zbyt infantylne…
Czasami refleksyjny moment nie może być doskonalszy. Ale prawda jest taka, że fascynują mnie tego rodzaju tonalne komentarze, ponieważ wiele mówią o tym, jak niektórzy ludzie absorbują opowiadanie historii. A dokładniej, jak istnieją całe grupy fanów, którzy nie lubią w swoich filmach niczego zbyt głupiego, zwłaszcza hitów kinowych, w których występują ich ulubieni bohaterowie. Powiedzą, że żarty są zbyt kiepskie. I zdecydowanie powinieneś nadstawić słuch i zauważyć, kiedy ludzie używają słowa banalne, aby opisać te filmy, ponieważ jest to doskonałe oznaczenie tego, o czym zaraz będę mówić. Ludzie szczególnie mówią to w odniesieniu do reżysera takiego jak Sam Raimi i jego filmów o Spider-Manie. Próbując wyjaśnić, dlaczego te niewinne żarty tak im przeszkadzają, rzucają mocne uwagi, w których argumentują o nierównym tonie lub czymś podobnym. I często zaczynają próbować brzmieć jak Mr. Civility, jak w powyższym akapicie, gdzie facet stara się brzmieć jak najbardziej grzeczna osoba na świecie, spierając się o kanon kujonów. Dlaczego, oni też dorosły za tę głupotę!
Ale wszystko jest bardzo proste: jeśli film wydaje się głupi, to *oni* czują się głupio.
I nie chcą ani trochę poczuć się głupio. Nie dajcie się zwieść, wiele osób ogląda filmy i żyje pośrednio poprzez bohaterów. Idą, jestem Luke Skywalker! albo jestem Spider-Manem! i robią to, ponieważ te filmy naprawdę dobrze sprawiają, że czujemy się w ten sposób. Nie chodzi więc tylko o ucieczkę, ale o fantazję o wzmocnieniu. Chcą trzymać miecz świetlny lub procę po Nowym Jorku. Chcą czuć się niesamowicie. Chcą się czuć twardzielkami. Ale na pewno nie chcą czuć się jak obiekt żartu. Właśnie dlatego Christopher Nolan zdobył sympatię pewnego rodzaju fanboya superbohaterów, który chciał ubrać swoje mroczne sympatie do Batmana w intelektualnym, bardzo poważnym opakowaniu. Chociaż z pewnością będę walczył o te filmy, nie ma nic z natury dojrzałego w podejściu fanów. Jak już wcześniej argumentowałem, postawy większości fanów nie mają nic wspólnego z dojrzałością, ale raczej z chęcią porzucenia dziecięcej wrażliwości i dziecięcych zainteresowań, a wszystko to poprzez zaspokojenie potrzeb dziecięcych historii.
Jest powód, dla którego osobowość petenta Gwiezdnych Wojen zostaje obarczona stereotypem mieszkańca piwnicy. To nie jest sprawiedliwe i prawdopodobnie nawet niedokładne (co jest przerażające, wyobrażając sobie ich jako dorosłych, dorosłych, z pracą i innymi rzeczami), ale dzieje się tak, ponieważ wygłaszanie takich komentarzy jest tonalnym odpowiednikiem poważnego krzyku nastolatka, MAMO , WYNOSZ Z MOJEGO POKOJU, JESTEM BARDZO POWAŻNY. Zawsze w desperacji, by być traktowanym poważnie, robimy z siebie żarty. Ale przyjęcie naszej dziecięcej wrażliwości, wraz z całym smutkiem i bogactwem, jakie życie ma do zaoferowania, jest dojrzałością samą w sobie. To zrozumienie, że możemy być głupi i naśmiewać się z siebie tak samo, jak możemy być kimkolwiek innym. Jednak dla wielu mężczyzn stanowi to przeszkodę, co jest nieodłączną częścią toksycznej męskiej kultury, która uważa, że nie możemy okazywać emocji (znowu pomyśl o Batmanie). W tej kulturze okazywanie słabości jest formą słabości, a nie siły. Tutaj również leży brzydkie serce fandomu, ponieważ często to ludzie, którzy czują się najsłabsi, najbardziej trzymają się fantazji o wzmocnieniu, aby zrównoważyć to, jak naprawdę czują się w życiu. Tak więc, choć mamy romantyczny obraz, jakoby jest to ucieczka od męki nerdów z lat 80., istnieje również ciemna strona tego wyrażenia, które postrzega rozrywkę jako rodzaj zemsty na samym życiu.
To nie przypadek, że pokolenie białych mężczyzn, którzy zawsze uważali się za tych, po których się nadeptuje, czci ich właściwości jako rzeczy, które dodają im siły i ostro atakuje tych, którzy próbują uczynić tę sytuację bardziej inkluzywną. Istnieje cały link do anty-S.J.W. kultura itp., ale prawda jest taka, że nie jestem zainteresowany podążaniem tą ścieżką. Właściwie bardziej interesuje mnie przekrojowe sedno tego zjawiska, które przemawia do wielu stron pobłażania sobie i tego, w jaki sposób wchodzimy w narrację. Na przykład napisała do mnie młoda kolorowa osoba, która miała dość narracji, której nienawidzili tylko anty-S.J.W. Ostatni Jedi i słusznie miał z tym problemy. Ale pisząc o powodach, dla których film nie przypadł mu do gustu, napisał: Mimo tych wszystkich rozmów o postępie Finn został zredukowany do przesadnej komedii. Głupi pomocnik, który przesadnie reaguje na wszystko i wszystko wokół niego. W scenie początkowej tryska z niego woda.
I tu mamy powrót do pobłażania i niechęci do poczucia się głupio. Aby to usprawiedliwić, powołuje się na rozmowy o nierównym tonie, a nawet krytykuje Rose za logikę, mówiąc: „Wbicie jej statku w cudzy statek, ryzykując życie swoich towarzyszy, jest całkowicie głuche. Powtórzę: nie to nawet oznacza głuchota na ton i naprawdę nie chcę zgadywać, dlaczego ten moment może komuś przeszkadzać, ale to nie ma znaczenia.
Jest milion naprawdę ważnych rozmów na temat reprezentacji i inkluzywności, a ta osoba właściwie rozpoczęła swój e-mail od tych samych punktów, co do których bardzo się zgadzamy. Chcę Gwiezdnych Wojen, które też będą wyglądać jak cały świat. To wszystko, czego chcę. Ale tym, o czym – jak sądzę – świadczą jego skargi, jest nasza większa wieża problemów związanych z językiem Babel. Dochodzimy do większego pytania o to, jak postrzegamy siebie w narracji. Nie chcę litanii białych Jedi, ale nie wiem też, co zrobić, gdy ktoś z miejsca odpustu dochodzi do tego samego argumentu, a rozumiem, o co pyta, chcę być też zły Jedi. Co jest OK o co pytać! To wszystko jest częścią spektrum ról, które należy obsadzić. Ja też bardzo tego chcę. Mój problem polega na tym, że nie zdajemy sobie sprawy, o czym mówimy. Z kolei moje problemy pojawiają się, gdy krytykujemy Finna, który moim zdaniem ma niesamowity talent, ale jest krytykowany, ponieważ nie dodało mi to poczucia mocy.
Zrozumienie, czego chcemy, leży u podstaw wszystkiego.
Na przykład rozmawiałem z jednym z moich lokalnych barmanów, którego uwielbiam. Odbyliśmy wiele uroczych, porywających kłótni w barze. Lekkoatletyka. Kino. Nazwij to. Zawsze było zabawnie i włączająco. Ale Ostatni Jedi to pierwszy raz, kiedy widzę go wściekłego. Krzyczał na nas i opowiadał o wszystkich głupstwach w filmie, a potem twierdził, że reżyser najwyraźniej nie rozumie tonu Gwiezdnych Wojen! Zwracał na to szczególną uwagę w odniesieniu do poczucia humoru w początkowej scenie Poe. Nie miało znaczenia, że zwróciłem uwagę, że ton nie różnił się od spontanicznego żartu Hana, tutaj wszystko jest w porządku… jak się masz? a także litanię innych momentów. W końcu po prostu krzyknął. Poczułem się, jakby film naśmiewał się ze mnie!
I tak było. Wszystkie te rzeczy, o których mówiłem. Uczucie bycia poniżanym przez Holdo. Nie chcąc, żeby Finn był głupi. Ignorowanie schematów postaci, głupiego tonu, fałszywych argumentów logicznych – wszystko to składa się na zastępczy sposób, w jaki ludzie umieszczają siebie w filmie. Więc poczuli się zaatakowani przez ten film… ale to nie jest atak na nich, to atak na cechy ludzi. Atakuje toksyczną męskość. Atakuje toksyczny fandom. Atakuje wszystkie najgorsze części nas samych i prosi nas, abyśmy radzili sobie lepiej.
Ale każdemu, kto pragnie fantazji o mocy, może w odpowiedzi jedynie krzyczeć, to nie sprawia, że czuję się tak, jak chcę się czuć! I to z pewnością prawda, ale większa prawda jest taka, że nie atakuje się ich nawet w ramach dramatyzacji ani nie jest zadowolony z siebie, ale przechodzi obok nich w kierunku szerszego przesłania o włączeniu i miłości. I przez cały ten czas ani razu nie przestali zadawać sobie pytania…
A co jeśli to wszystko jest dobre?
Często używam słowa „odpust” w odniesieniu do popularnej narracji i robię to nie bez powodu. Filmy, telewizja i gry wideo są tak potężne, tak wciągające i tak dobre w swojej pracy, że możemy skutecznie robić rzeczy, które sprawiają, że przenosimy się do innego świata lub żyjemy choć przez jeden dzień w czyjejś skórze. Mówiąc najprościej, są to maszyny do empatii – nośniki głęboko intuicyjnych doświadczeń, które sprawiają, że odczuwamy wzmożone emocje wykraczające poza nasze własne życie.
Oddawanie się tej wrażliwości daje ogromną radość. Poczuć się, jakbyśmy wyruszali na przygodę lub zostali superbohaterami, włóczącymi się po Manhattanie. To jest powód, dla którego mamy na ich punkcie tak cholerną obsesję. I chociaż w letniej ofercie kinowej zawsze znajdą się elementy cukiernicze, prosta prawda jest taka, że żadna narracja nie utrzyma się na słodko-słodkich, zawrotnych wzlotach opowieści, których są tylko trzy, a które sprawiają, że widzowie czują się wzmocnieni i fajni. Nie tylko dlatego, że filmy muszą opierać się na konfliktach, łukach postaci i wszystkich tych dobrych rzeczach, o których mówiłem wcześniej, ale dlatego, że wszystkie filmy, niezależnie od tego, czy mają taki zamiar, czy nie, ilustrują coś na temat tego, jak według nich działają ludzie i społeczeństwo. I to działa. Mamy wszystkie potrzebne dowody na to, jak opowiadanie historii wzmacnia punkt widzenia. A jeśli cała narracja czegoś nas uczy, to jedyne prawdziwe pytanie brzmi: o czym?
Prawda jest taka, że wiele filmów nie interesuje się tym pytaniem. Tak naprawdę większość ludzi nie uważa, że filmy niosą ze sobą przesłanie. Oczywiście, jak wszystko w narracji, zauważają ten przekaz tylko wtedy, gdy jest to coś, co im się nie podoba. To znaczy, są fani gier wideo, którzy nie lubią niczego politycznego w swoich grach, ale szczęśliwie spędzą 40 godzin na delektowaniu się szowinistycznym, republikańskim mokrym snem, ale potem będą krzyczeć: polityka! jeśli gra chce, aby wcieliła się w postać kobiecą (patrz: niedawna debata na temat kobiet-żołnierzy na okładkach gier). Motywacje stojące za tymi działaniami są oczywiste. Ale są one także symbolem faktu, że jako społeczeństwo prowadziliśmy grę z fandomem o wiele za długo.
Wszystko, o czym mówiłem w tym artykule, o niebezpieczeństwach i obowiązkowym myśleniu fanów, które wynikają z fantazji o wzmocnieniu, zostało poparte powolną i stałą machiną Hollywood i branżami zdominowanymi przez białych facetów (takich jak ja) od dziesięcioleci. Ostatecznie nie chodzi tylko o to, że Luke Skywalker był naprawdę dobry w rozmawianiu z młodymi chłopcami. Chodzi o to, że w mediach jest milion Luke’ów Skywalkerów. Łukasz jest domyślny. I martwię się, że tak naprawdę jest coraz gorzej. Mówiłem o moich prawdziwych zmartwieniach związanych ze sposobem działania Marvela, ale pozwólcie, że nakreślę mój problem związany z ich głównym charakterem: egocentryczny biały facet (prawdopodobnie z brodą) ma pełne ego, ma incydenty w wyniku tego ego, które nieco upokarzają niego, ale także odblokowuje głębszą moc. Uczy się fałszywych frazesów o odpowiedzialności, a następnie przebija się przez mury tej odpowiedzialności, obejmując uparte ego, które stworzyło tę sytuację. Za tę decyzję zostaje nagrodzony.
Taka jest fabuła prawie każdego filmu Marvela, z wyjątkiem kilku ostatnich wpisów (i jest to jeden z powodów, dla których uwielbiam Czarna Pantera więcej niż kiedykolwiek). Ale ten M.O. jest najbardziej pobłażliwą odpustą, na jaką kiedykolwiek sobie pozwolić. Jest to deklaracja zmiany bez robienia czegokolwiek w tym rodzaju. Karmię Cię watą cukrową i mówię, że to granola. Jest to symbol kultury, która naprawdę lubi koncepcję, że z wielką władzą wiąże się wielka odpowiedzialność, ale tak naprawdę nigdy nie zadaje sobie trudu jej dramatyzowania.
I to wszystko gdzieś idzie.
Im dłużej zaspokajany jest pobłażliwy instynkt, tym dłużej uprawniony fandom pozostaje nieleczony i tym bardziej i bardziej ropie. Od 1977 roku obecne jest tam przesłanie Gwiezdnych Wojen i tej pierwszej ucieczki. Jasne, Lucas mógł wprost mówić o tym, jak imperium było Ameryką, ale symbolika była na tyle szeroka, że każdy mógł ją dostosować tak, jak chciał. Mówiąc najprościej, ludzie z Infowars zawsze będą postrzegać siebie jako sojusz rebeliantów, dlatego przekaz jest tak szeroki.
Jednak przez 40 lat podstawowe znaczniki identyfikacyjne pozostały nietknięte i wręcz nagrodzone. Chociaż z pewnością były młode dziewczyny, które chciały być Leią, było wielu młodych chłopców, którzy chcieli być jak Han, ale widzieli siebie w Luke’u. I ta więź z bohaterami bardzo się rozwinęła z biegiem czasu. Jeśli przeczytasz którąkolwiek książkę o rozszerzonym wszechświecie, będziesz wiedział, że fantazja o wzmocnieniu sięgała tak głęboko, że Luke Skywalker w zasadzie stał się bogiem. W połączeniu z głębokim szacunkiem dla historii Vadera, pojawiło się wiele obrzydliwych wyobrażeń na temat mocy rodu Skywalkerów i związanego z nim toksycznego myślenia. Inni kujonowie patrzyliby mi prosto w oczy i wykrzykiwali: MOC MOCY MOŻE BYĆ DZIEDZICZONA TYLKO POPRZEZ NAPRAWDĘ DOBRE GENY. Tak.

Adam Driver jako Kylo Ren Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi .Zdjęcia Lucasfilmu i Walta Disneya
To nie przypadek, że oba filmy krytykują sposób myślenia Kylo i to, że chce on naśladować Vadera, ale to także ten sam niespokojny sposób myślenia, który sprawia, że ludzie mają obsesję na punkcie pochodzenia Rey. To tak, poważnie? Nie widzicie problemu w myśleniu w ten sposób? Żadnego? Nie angażują się, ponieważ trzymali ich oddzielnie. Ale kontakt z Łukaszem zmusza cię do poradzenia sobie ze wszystkim, co dotyczy tych kwestii. Wprowadza cię to w poziom oczekiwań tak głęboko zakorzeniony w tożsamości fanów, że szczerze mówiąc, jest to jeden z powodów, dla których uważam, że J.J. Abrams nie chciał zajmować się postacią w pierwszym filmie nowej trylogii.
A teraz to wszystko eksplodowało. To znaczy osoba, z którą nie śmiem wiązać, która w zasadzie prowadziła zakrojoną na szeroką skalę kampanię nękania wszystkich osób biorących udział w filmie, napisała o tym, co stało się z Luke’em, co następuje: Są dzieci, które zmagają się teraz z żałobą, opłakują swojego bohatera, i oni nie rozumieją. Rodzice muszą im to wyjaśniać, a oni nie mogą. Są chore dzieci (i dorośli), które potrzebowały ucieczki i nadziei. Ale @RianJohnson kpi z nich. #OstatniJedi. #Gwiezdne Wojny.
Język, którego używa, jest bardzo wymowny. Nawet jeśli w jakiś sposób mówi o prawdziwych dzieciach (a chociaż lubię dawać ludziom korzyść w postaci wątpliwości, szczerze mówiąc, nie sądzę), jest to wyraźna projekcja wszystkich jego dziecięcych nadziei i patologicznego bólu, gdy się pojawia do tego, co ten film naprawdę próbował zrobić z tą postacią…
Więc tak, porozmawiajmy o Starym Luku.
Z pewnością szokiem dla pokolenia młodych ludzi, które wewnętrznie utożsamiało się z Luke’em Skywalkerem, było nagłe zobaczenie siebie jako zrzędliwego, cynicznego pustelnika, który uciekł przed szkodami, jakie wyrządził światu. Jeśli chcesz wyobrazić sobie siebie jako boga Jedi, może to być brutalne przebudzenie (a może jest to najbardziej boska rzecz, jaką można zrobić? Głupia bomba myślowa!). Ale oczywiście niektórzy fani byli z tego powodu niezadowoleni. Więc oczywiście najpierw powrócili do logiki mówiącej, że to działanie nie wydawało się mieć sensu. Nieważne, że Luke dosłownie zrobił dokładnie to samo, co Yoda, tyle że wprowadzenie Yody Imperium przeniósł dramatyczne zrozumienie publiczności z pustelnika na mistrza Jedi, a nie odwrotnie. Następnie rzucili milion innych pomysłów na fanfiction na temat tego, co zrobić z tą postacią, z których wiele zdawało się dotyczyć jego potajemnego budowania broni (no wiesz, tak jak robią to źli goście) lub treningu, by STAĆ SIĘ JESZCZE WIĘKSZYM ZŁAM NIŻ KYLO W THE SIŁA. Młodzieńcze instynkty tych wyborów mówią, kiedy chodzi o oddanie się fantazji o mocy. Ale prosta prawda jest taka, że nie da się wejść do tego filmu i opowiedzieć historii o ukrywaniu się Luke’a, nie wdając się w tego rodzaju pełną błędów charakterystykę.
Co ważniejsze, nie można powiedzieć, że jest to bardziej odpowiednie.
Old Man Luke to istota ludzka, która utknęła w kręgu żalu, bólu i nienawiści do siebie. Wziął siostrzeńca pod swoje skrzydła i starał się jak najlepiej go wychować, a w momencie, w którym miał okazywać najwięcej miłości, okazywał najwięcej strachu. Najtrudniejszą częścią wychowania zmartwionego dziecka jest to, że czasami wystarczy jeden zły moment, aby potwierdzić jego najgorsze obawy. Dzieci cierpiące na problemy z porzuceniem i złością znają jedynie strach przed porzuceniem, dlatego będą go szukać przy pierwszej nadarzającej się okazji. Luke’a prześladuje żal z powodu propagowania tego cyklu. Wszystko, z czym walczył (w oryginalnej trylogii), stworzył na nowo. Niepowodzenie w jego bólu jest tak ogromne. Zamknął się na samo życie. Jak każda depresja na pełną skalę, jest chodzącym trupem. Jego jedynym celem jest ochrona reliktów przeszłości Jedi, o której ledwie przychodzi mu do głowy, i bicie się. Zaprzecza Reyowi. Ale on jej zaprzecza nie dlatego, że nie chce, żeby odniosła sukces, ale dlatego, że nie chce, żeby czuła ból, który on czuje teraz. A jeśli ją wpuści, Rey może propagować swój przeklęty cykl. Zatem może jedynie zaprzeczać i przyglądać się hańbie swojej przeszłości.
I właśnie dlatego w Yodzie pojawia się stary przyjaciel, aby powiedzieć mu, że nadszedł czas, abyś przejrzał stos starych książek. Boże, to taka piękna scena. Przywołuje tak wiele, co wiemy o tej postaci. Skywalker, wciąż patrzący na horyzont. Luke ze smutkiem przyznaje się do swoich niepowodzeń, przyznając, że byłem słaby i niemądry. Yoda mówi mu jedyną rzecz, której najwyraźniej nigdy się nie nauczył: że porażka jest największym nauczycielem ze wszystkich i musimy zaakceptować to, co przekazujemy wraz z mocnymi stronami. A potem, gdy patrzą na płonące drzewo przeszłości, Yoda powtarza najpiękniejsze jak dotąd stwierdzenie, coś, co może być jedynie najprawdziwszym pocieszeniem: jesteśmy tym, z czego oni wyrastają.
Niektórzy twierdzili, że ta wiadomość to tylko metakomentarz na temat fandomu, z komentarzami w stylu: Książki to rozszerzony wszechświat! lub chodzi o starych fanów Gwiezdnych Wojen, którzy muszą odpuścić! i inne takie proste symboliczne stosunki 1:1. Ale powodem, dla którego tak duża część tej sceny wydaje się odnosić do fandomu, jest to, że jest to rodzaj humanitarnego spojrzenia, które odnosi się do wszystkiego, co dotyczy dorosłości, rodzicielstwa i przysłowiowego odejścia pochodni. To wspaniałe stwierdzenie o tym, jak dorastamy i jak odnosimy się do świata, a także o tym, jak bardzo przyznajemy się do swoich niepowodzeń w rzeczywistości, którą stworzyliśmy (w przypadku wielu przedstawicieli pokolenia wyżu demograficznego, którzy byli nieco ponad Wiek Łukasza w 1977 r.). Jest tu tyle pięknych przekazów, ale także wyraźna zmiana w celach jego postaci.
Luke w tym filmie tak naprawdę nie jest fantazją o mocy, jest lustrem naszego pełnego ja. Lustro wszystkich mroczniejszych prawd, jakie noszą w sobie dorośli. Ale to właśnie pokazanie mu przez Yodę tego lustra pomaga Luke'owi zaakceptować to, jak się zmienił, a tym samym wrócić do siebie. A kiedy Luke znajdzie w sobie odwagę, by stawić czoła swoim demonom? Efektem jest najbardziej porywająca sekwencja filmu, a może nawet całej serii.
Transcendentalna finałowa walka Luke’a z Kylo to prawdopodobnie najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem w tych filmach. Luke dosłownie przewodzi całemu oddziałowi piechurów AT-AT, toczy pełną napięcia walkę na miecze świetlne w stylu samuraja z Kylo, a potem okazuje się, że jest to niesamowity podstęp polegający na projekcji siły z całej galaktyki, co czyni go niesamowitym aktem Jedi... na dodatek pacyfizm. On, podobnie jak wielu bohaterów filmu, wygrywa nie walcząc z tym, czego nienawidzi, ale ratując ludzi, których kocha. I wykorzystując całą swoją wewnętrzną siłę, wpatruje się w słońce, chłopiec, który zawsze patrzył na horyzont w poszukiwaniu tego, co będzie dalej, teraz po prostu zamyka oczy i czuje, gdzie jest teraz… i odpuszcza.
Dostałam dosłownie gęsiej skórki. Mimo całego głębokiego pragnienia, aby Łukasz był bogiem, to właśnie w obliczu najbardziej Jezusowych koncepcji poświęcenia czuje się najbardziej człowiek . Ale rozmawiałem o tej scenie ze wspomnianym barmanem, a on ciągle zastanawiał się nad logiką tej sceny (to samo dotyczy Yody przywołującej błyskawicę). Po przebrnięciu przez te wszystkie bzdury i dotarciu do uczuć poza nimi, sprowadziło się to do faktu, że już nie pracował nad rolą Luke'a i szukał wymówek. Kiedy argumentowałem na temat wszystkich pięknych rzeczy, które robił jego charakter, po prostu wykrzyknął: OK, mnóstwo miłych wiadomości! No to co?! To prowadzi nas do całego sedna sprawy.

Daisy Ridley jako Rey i Mark Hamill jako Luke Skywalker Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi .Zdjęcia Lucasfilmu i Walta Disneya
Ponieważ myślę, że postrzeganie oddzielenia między pobłażaniem a przesyłaniem wiadomości jest tym, w jaki sposób w ogóle widzimy takie rzeczy. Ponieważ nie są inni. Fantazja o władzy ze sztywnymi, toksycznymi poglądami, które już wyznajesz, jest przesłaniem niektórych filmów; to się po prostu czuje Prawidłowy do ciebie. A kiedy nie wydaje Ci się to właściwe? Kiedy jest mnóstwo rzeczy, które po prostu odrzucisz jako miłe wiadomości, ale nie możesz tego poczuć? Cóż, po prostu kłamiesz prawdę o tym, co naprawdę chcesz, aby filmy mówiły i robiły. Dla mnie? Obserwowałem rozwój tego filmu i wszystkie te miłe przesłania nie były oderwane od moich dramatycznych doświadczeń związanych z filmem. Były częścią momentów związanych z bohaterami, ochów, achów, wiwatów i łez, które towarzyszą mi, gdy doświadczam mocy opowieści. Dzięki Luke’owi widziałem tak wiele bólu związanego z tym, kim naprawdę jestem, a nie projekcję mężczyzny, którym chciałem być, gdy byłem chłopcem. A to ma swój własny rodzaj emocjonalnej mocy, która uderza cię do głębi.
ile warte są młyny Hayley
Prawda jest taka, że jedyne, co mogę w tej dyskusji zrobić, to starać się pomóc w budowaniu zrozumienia. Nie wiem, jak odebrać Ci złe wrażenia z oglądania filmu. Nigdy bym nawet nie próbował. Jedyne, co mogę zrobić, to pokazać inną ścieżkę mojego widzenia. Jedyne, co mogę zrobić, to wskazać, dlaczego widzę problemy w ścieżkach, którymi podążają inni, i dlaczego może to sprzyjać wrogości. Mogę tylko wskazać, że są momenty w tych filmach z serii Gwiezdne Wojny, które mówią nam wszystko o tym, czego tak naprawdę od nich oczekujemy. Najbardziej wyraźnym z tych momentów jest dla mnie walka Vadera na korytarzu Łotr Jeden . Wiele osób mówiło o tym, że chcieli, aby Vader ponownie poczuł się straszny w nowych filmach (znowu było to uczucie, które pozornie zostało okradzione z ludzi w prequelach). Stąd scena, w której Vader pojawia się na końcu z mieczem świetlnym. Ale ta scena nie ma w rzeczywistości odgrywać roli strasznej na poziomie dramatycznym. Ma za zadanie grać twardziel . Pozbawieni twarzy żołnierze rebeliantów są jedynie pożywką dla jego przypadkowej zagłady, gdy nonszalancko się ich pozbywa. Wiedzieliśmy nawet, że ujdzie im to na sucho z planami. I tak moja publiczność pohukiwała i wrzeszczała z radości, gdy Vader nikogo nie kroił.
To nie jest reakcja na coś przerażającego. To reakcja na coś pobłażliwego. Gdyby gonił za naszą przewagą w Jyn, być może rzeczywiście miałby wrażenie, że w grę wchodzi tutaj prawdziwa stawka i strach. Ale nie taki był cel tej sceny. Miało to na celu pobłażanie sobie, bo Kylo Ren chciałby coś takiego zobaczyć…. Uff.
Musimy zastanowić się, co tak naprawdę wyciągamy z tych filmów. Ze względu na sposób, w jaki niektórzy z najbardziej toksycznych fanów krytykowali S.J.W. cechy Przebudzenie Mocy ze względu na samą obecność w nim postaci mniejszościowych naprawdę krytykowali jego fakturę. Ponieważ większość fanów była zachwycona filmem, czyż nie jest to wspaniałe? mantra, która napędzała wybory dotyczące opowiadania historii. Chodziło o podejście do wzmacniania pozycji przypominające watę cukrową. Tak więc, chociaż podoba mi się etyka filmu i jego reprezentacji, będąca tylko wargami, jest ona przez cały czas niespójnie pobłażliwa. Ale Ostatni Jedi ? Jest więcej spójnych momentów prawdziwej radości, człowieczeństwa, komedii, światła i ciemności niż w jakimkolwiek filmie, który widzieliśmy od tamtej pory Imperium . To znaczy, uważam, że pomysł Luke'a zamykającego się na siłę jest najciemniejszym pomysłem, jaki może przedstawić ta narracja. Ale to nie jest zabawna ciemność. Nie jest to też młodzieńczy, mroczny twardziel. To po prostu otrzeźwiająca ciemność. Ale jest to także rodzaj otrzeźwienia, który może prowadzić do najzabawniejszego katharsis charakteru. Podobnie jak lustro Łukasza, jest to lustro naszej własnej zdolności do przyjęcia tego, co rośnie poza nami.
Ale choć bardzo chcę podziękować lustrze za nakłonienie mnie do zmiany, wywołuje to niechęć do tych, którzy nie chcą zobaczyć prawdy o sobie. Podobnie jak Rey patrząca na nieskończone możliwości samej siebie, o wiele łatwiej jest atakować i obwiniać innych, niż angażować się w autorefleksję. A przy dobrej granoli było dużo ataków i prób przewrócenia ról.
W popularnej rozmowie Johnson ledwo się nią zajął, poza przywołaniem kilku najbardziej nieszczerych osób, które otwarcie biorą udział w nękaniu. Mówią, że jego brak reakcji jest oznaką samozadowolenia. A kiedy próbuję wskazać problemy związane z tymi postawami, wszyscy jednomyślnie mówią, że muszę popracować nad swoimi problemami związanymi z wyższością. To ten rodzaj nagiego komentarza, który przypomina mi dorastanie wśród palantów w Bostonie. (Ja: Muszę jutro oddać tę książkę. Oni: Co, myślisz, że jesteś lepszy ode mnie? Ja: Co?!) Ale nie chcę wrogości. Nie chcę, żeby ludzie czuli się atakowani podczas trudnych rozmów. Nie chcę niczego z tego.
Więc czego chcę?
Chcę tylko, żeby ci aktywni, hardcorowi fani mogli przyznać, że tak naprawdę chcieli pobłażających Gwiezdnych Wojen. Chcę, żeby zrozumieli, co tak naprawdę oznacza to określenie. Chodziło o zrozumienie naszego języka, a cała ta debata jest debatą na temat pobłażania i jego roli w tych filmach. Chcę, żebyśmy odbyli szczerą rozmowę na temat tego, jakie rodzaje odpustu są lepsze od innych. Chcę, żebyśmy porozmawiali o tym, jak świadomość jest najważniejszą częścią oddawania się przyjemnościom (pomyśl o tym tak, jak o diecie, w Candy nie ma nic złego. Jest wiele złego w jedzeniu samych słodyczy i nazywaniu ludzi zadowolonymi, kiedy mówią, że prawdopodobnie powinieneś' nie jem tylko słodyczy). Chcę, żebyśmy przyznali, że pobłażliwość odgrywa ogromną rolę we wspieraniu naszego myślenia politycznego. Chcę, żeby niektórzy z najbardziej bezdusznych fanów przyznali, że chcieli po prostu poczuć się jak największy i najtwardszy kosmiczny chłopak we wszechświecie. Bo nie mogę już dłużej tańczyć udawania. Nie mogę pozwolić, żeby mi wmawiali, że ich wielka nienawiść do Holdo wynika z logiki, tak samo jak nie mogę słuchać, jak Sarah Sanders mówi o uprzejmości. Tak samo jak nie mogę znieść, że niekończący się refren Canto Bright jest bezcelowy, skoro stanowi dosłownie cały sens filmu. I dlatego wracamy do końcowego ujęcia filmu. W epoce obsesji na punkcie Skywalkerów i życia zastępczego dzięki posiadaczom władzy, jest to moment, który pokazuje, że siła należy do wszystkich. A jeśli masz z tym problem, to tak naprawdę mówisz: Nie, władza powinna należeć do mnie. Nie jakieś przypadkowe. I chcę, żebyśmy to przyznali.

Laura Dern jako wiceadmirał Amilyn Holdo Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi .Zdjęcia Lucasfilmu i Walta Disneya
Ponieważ wtedy i tylko wtedy możemy zobaczyć prawdziwą naturę nas samych i tego, czego chcemy. Zwierciadło sztuki to nieustanny akt autorefleksji. I tak dla wszystkich na co dzieńfandomktórzy po prostu czują się, jakbyś był w środku tego wszystkiego, jedyne, co możesz zrobić, to otworzyć się, rozejrzeć się i spróbować zrozumieć, co naprawdę dzieje się pod powierzchnią. Zrozumieć wyraźną różnicę między filmami, które napominają, a filmami, które po prostu proszą nas o rozwój. Zrozumieć człowieczeństwo filmu, który chce twojej dobroci i chęci oddania się innemu, a nie sobie. Aby zrozumieć ten film, nie chodzi o rok 77, ale o jutro. Zrozumienie pięknego serca Gwiezdnych Wojen powinno należeć do każdego. Zrozumienie, że wszystko to może prowadzić do trudnego paragrafu 22 z najbardziej zagorzałymi fanami…
Ich reakcja na Ostatni Jedi udowodnił dokładnie, dlaczego trzeba to zrobić.
Zacząłem od Wieży Babel, ale teraz chcę przywołać inny popularny fragment ikonografii o tej samej nazwie, aby to zakończyć.
Chociaż zdecydowanie nie jestem zwolennikiem astrologii ani wróżenia, nadal wierzę, że wszystko jest częścią systemu symboli i tworzenia znaczeń. W Tarocie jedną z kart, o których myślę najbardziej, jest Wieża, która jest oznaką nagłej, destrukcyjnej, objawienia i potencjalnie destrukcyjnej zmiany. Powód tego jest widoczny w grafice na karcie, gdzie widać ciała wyrzucone z wieży, uderzenie pioruna, ogień i katastrofę związaną z upadkiem. Jest to charakterystyczne dla sytuacji, w której walą się struktury wspierające w naszym życiu (często samodzielnie zbudowane). Czasami jest to dosłowne, czasami są to relacje, czasami jest to nasze własne poczucie siebie, a czasami wszystkie trzy na raz. A kiedy zostają zniszczone, wraz z tym idzie nasze poczucie wszystkiego, co jest nam drogie. Choć może się to wydawać śmiercią, to nie jest śmierć. To po prostu prawdziwe oblicze trudności.
W zeszłym tygodniu Disney ogłosił, że wstrzymuje produkcję pozostałych filmów typu spin-off. Z biznesowego punktu widzenia jest to większa sprawa, niż myślisz. Korporacyjne prognozy dotyczące akcji opierają się na niezawodności i dlatego filmy skupiają się na określonych datach premiery, a następnie je utrwalają. A Disney obiecał nowy film Gwiezdne Wojny co roku, od teraz aż do zawsze. Wracam z tej obietnicy nie tylko po kasowym występie Tylko , ale po tak wielu wstrząsach w procesie nowego MO, to naprawdę wielka sprawa. Zdali sobie sprawę, że zbyt trudno byłoby kontynuować prace przy obecnym podejściu opartym na magnesie, jednocześnie próbując wymyślić, co zrobić z gniewem niektórych fanów, jednocześnie zdając sobie sprawę, że zaspokojenie pewnego rodzaju pobłażania przepełnionego odniesieniami do prequeli z Tylko nie wystarczyłoby fanom, którzy, ich zdaniem, po prostu chcieli wyglądu i stylu obsługi fanów z 1977 roku. To coś, co się dzieje, gdy zdasz sobie sprawę, że coś nie działa, niezależnie od tego, co robisz… masz wrażenie, że kierunek Wieży Gwiezdnych Wojen legnie w gruzach.
…Dobry.
Bo momenty, w których wali się wieża, inspirują najbardziej do autorefleksji. A prostsza prawda jest taka, że wieża z Gwiezdnych Wojen runęła już wiele, wiele razy, z powodu wielu, wielu różnych ludzi i z wielu, wielu różnych powodów. Dla niektórych spadło na sam widok Ewoka. Moja wieża runęła wraz z prequelami. Ktoś z pewnością to zrobił Ostatni Jedi . Być może nawet dla biznesmena w Disneyu Tylko . Każdy ma swoją historię związaną z Gwiezdnymi Wojnami, zarówno osobistą, jak i uniwersalną. Ale same Gwiezdne Wojny nigdy się nie zawieszają. Dzieje się tak ze względu na rdzeń i nie sądzę, że kiedykolwiek tak się stanie. To tylko nasze wyobrażenie o tym, czym dla nas jest, co nieustannie zawodzi, za każdym razem.
To jest dobre.
Kiedy wieże naszego życia się zawalą, możemy nauczyć się rozumieć, co jest dla nas naprawdę ważne. Uczymy się widzieć siebie i to, w co naprawdę chcemy wierzyć. Możemy je odbudować. Właściwie z tego samego powodu pokrzywdzony fan Gwiezdnych Wojen chce zrobić remake Ostatni Jedi . Jednak chęć odbudowy wież w ten sam niezdrowy sposób, co wcześniej, nie prowadzi do niczego dobrego. Podobnie jak toksyczny związek z własnym fandomem nie prowadzi do niczego dobrego (podobnie jak toksyczny związek z czymkolwiek). Będziesz ciągle odbudowywał się słabo, a on raz po raz upadnie. Prostą czynnością jest podsumowanie faktu, że wszystko jest w porządku. stojąc w ziemi i błocie, abyśmy wciąż żyli, a potem wyruszyliśmy, aby budować nasze wieże w najzdrowszy ze sposobów. Aby zrozumieć nasze traumy, zrozumieć innych, zrozumieć sedno tego, czego chcemy.
Więc czego chcesz?
Do toksycznych fanów: czego chcecie od tego? Stać się Kylo Renem własnej śmierci czy Luke'iem swojego najgłębszego strachu? Do tych, którzy w pierwszej kolejności tworzą te filmy, więc chcesz wytyczyć nową, odważną drogę? A może chcesz przyjąć tę realizację i powiedzieć: Och, OK, musimy kręcić pobłażliwe filmy. Hej, Marvel głównie to robi, więc dołącz do imprezy. Ale za każdym razem to Ty decydujesz, kim chcesz być i co chcesz powiedzieć. I na koniec, do prawdziwej osoby, z którą rozmawiam w środku tego wszystkiego, czego chcesz? Prawdopodobnie po to, abyśmy wszyscy się zamknęli. Rozumiem, że to wszystko musi wydawać się takie straszne. Ale kampanie nękające i wszystkie moje górnolotne tyrady na temat duszy sztuki dotyczą szerszego świata. Taki, w którym wrogość fandomu nie jest niczym nowym. W końcu ludzie kręcili filmy dla fanów o porwaniu George'a Lucasa i torturowaniu go, zmuszając go do oglądania Kaczor Howard . To zawsze było częścią historii. Nie meta o fandomie, ale o pięknych, brzydkich i ostatecznie zaborczych sercach samej ludzkości. W tym naprawdę liczy się tylko prawda.
Posiadanie czegoś nie oznacza, że to kochasz.
Właściwie to nawet nie jest prawdziwa miłość. To potrzeba. To jest zależność. I chociaż od czasu do czasu wszyscy pozwalamy sobie na ucieczkę, musimy pomyśleć o tym, co tak naprawdę daje nam ta ucieczka, i zdać sobie sprawę, że jest tak wielu ludzi, którzy chcą, aby Gwiezdne Wojny były tylko dla nich. To podejście zaborcze, które przedkłada wykluczenie nad włączenie. I być może to nie przypadek, że ten sam brutalny problem wykluczenia w granicach naszego kraju jest tym samym problemem, z którym zmaga się teraz fandom. Bo brzydota ludzkiego serca jest wszędzie. Ale prosta prawda jest taka, że po tym wszystkim nadal kocham Gwiezdne Wojny. Zawsze to zrobię. I podobnie jak sama siła, jest coś, z czym wszyscy będziemy musieli się liczyć…
Miłość także należy do wszystkich.