Bait & Switch: polski reżyser i gwiazda „The Lure” w horrorze-muzycznej opowieści o syrenie

Michalina Olszanska as Gold, Marta Mazurek as Silver, Kinga Preis as Wokalistka Krysia in The Lure.

Michalina Olszanska as Gold, Marta Mazurek as Silver,
Kinga Preis as Wokalistka Krysia in Przynęta .Filmy Janusa

Moje syreny nie noszą staników z muszelek, ale raczej gryzą ludzkie serca. Tak pisze Agnieszka Smoczyńska w Oświadczeniu reżyserskim swojego pierwszego filmu fabularnego: Przynęta , polska adaptacja muzyczna horroru Hansa Christiana Andersena Mała Syrenka , w którym bliźniacze syreny wychodzą na brzeg, przyłączają się do zespołu New Wave, zakochują się, a czasem rozdzierają ludziom gardła. Nie pozwól jednak, aby streszczenie dało ci zły pomysł. To poważna medytacja na temat miłości, narkotyków, kobiecości, rodziny, wykorzystywania seksualnego i żądzy krwi. Niezwykłe wykorzystanie logiki snu może uniemożliwić widzom dokładne zrozumienie tego, co dzieje się w danym momencie, ale emocjonalny wpływ nieuchronnie tragicznego zakończenia jest zaskakująco silny. Aby dowiedzieć się więcej o tym, jak doszło do powstania tego wspaniałego, burzącego gatunki gatunku, rozmawialiśmy z panią Smoczyńską i współprowadzącą syrenką Martą Mazurek.

Agnieszka, choć to Twój pierwszy film fabularny, jeden z Twoich filmów krótkometrażowych, Aria Diva , zajmował się także siłą wykonawstwa muzycznego. Czy jest to temat, którym świadomie podążasz w swojej karierze?

Odpowiedź: Nie sądzę, że jest to świadome. Może dlatego, że gdy byłem młody, śpiewałem w chórze i pewna pani powiedziała mi, że nie umiem śpiewać. (śmiech) Może więc kryje się za tym coś emocjonalnego. Ale szczerze, nie.

Kiedy zacząłeś pracować nad Przynęta , miał to być prostszy dramat.

O: Tak. Scenarzysta Robert Bolesto powiedział mi, że jego przyjaciele, Barbara i Zuzanna Wrońscy, mieli zespół Ballady i Romanse i chciał nakręcić film z ich muzyką, opowiadający o ich dzieciństwie dorastającym w klubie tanecznym, w którym występowali ich rodzice. Poszedłem więc na ich koncert i kupiłem ich album i naprawdę zakochałem się w ich twórczości, ponieważ jest tam taki liryzm i muzycznie, są momenty psychodeliczne, momenty dyskotekowe. Przypomniało mi to moje dzieciństwo, dorastanie w latach 80. Jednak po miesiącu jedna z sióstr powiedziała: „Nie chcę robić filmu o swoim dzieciństwie”. To zbyt onieśmielające. I myśleliśmy, że to koniec projektu. Ale potem pomyśleliśmy: zróbmy z nich syreny.

To dość radykalna zmiana wyobrażeń.

Odpowiedź: Ale byliśmy zdesperowani.

M: To była najlepsza decyzja w historii. (śmiech)

O: To był najlepsza decyzja w historii, ale na początku w to nie wierzyliśmy. Kiedy mówiliśmy komuś, że kręcimy film o syrenach, odpowiadał: „Co?”. A nie było łatwo zebrać pieniądze na taki projekt. Potem zaczęliśmy myśleć o naszych syrenach i nie chcieliśmy, żeby były tak słodkie jako postacie, a ich muzyka nie byłaby tak słodka. Warto wiedzieć, że w Polsce nie ma musicali. Może w latach 70. był jeden musical, ale tu nie ma tradycji.

Jednak patrząc na film, widać, że znasz gatunek muzyki filmowej. Które musicale w szczególności były dla Ciebie inspiracją?

https://www.youtube.com/watch?v=vxhi_3hDUPE

A: Cały ten jazz . Kabaret, z pewnością.

Jest więc dużo Boba Fosse’a Przynęta .

A: Oczywiście, kiedy byłem w szkole średniej, oglądałem jego musicale, ale szczerze mówiąc, kiedy byłem młodszy, nienawidziłem musicali, ponieważ były dla mnie zbyt fałszywe. Kiedy kręciliśmy ten film, nie chcieliśmy, żeby to był fake, ale nie mieliśmy pojęcia, jak zrobić musical, a w Polsce też nie było nikogo, kto by nam mówił, jak to zrobić. My zrobił zdecydować jednak, aby nasi aktorzy i aktorki śpiewali na żywo na planie. Było to o tyle ważne, że np. Marta śpiewając zachowywała się z zupełnie innymi emocjami, niż gdyby nagrała piosenkę przed zdjęciami. Oglądając musical, naprawdę można poczuć różnicę.

Czy te piosenki istniały już wcześniej, czy zostały napisane na potrzeby filmu?

Odp.: Kilka piosenek już istniało, ale Robert poprosił Barbarę i Zuzannę, aby napisali kilka piosenek specjalnie na potrzeby filmu, ponieważ chcieliśmy dać każdemu bohaterowi własny moment na piosenkę. Dlatego współpracowali z Robertem przez cały proces, od obróbki po ostatnią wersję scenariusza.

skorpion, czyli mężczyzna

Marta, co Cię zainteresowało w projekcie?

M: Kiedy przeczytałam scenariusz, całkowicie się w nim zakochałam, ponieważ był bardzo oryginalny. Była tak inna od wszystkiego, co kiedykolwiek czytałam. A było o syrenach. Kiedy byłem bardzo młody, szalałem na punkcie syren. Zawsze marzyłem o byciu jednym z nich, a kiedy zostałem aktorem, marzyłem o tym gra syrena. (śmiech)

Jedną rzeczą, która wydała mi się interesująca w tym filmie, jest to, że jest wiele tajemnic otaczających wszystkie postacie, syrenę i człowieka. Czy opowiadałeś swoim aktorom historie ich bohaterów, czy też chciałeś, żeby sami to rozpracowali?

Odpowiedź: Nie, opowiedziałem im ich historię. Zacząłem pracować Metodą Stanisławskiego i mieliśmy próbę, podczas której usiedliśmy przy stole i rozmawialiśmy o syrenach. Wcześniej rozmawialiśmy z kilkoma innymi aktorkami na temat postaci, co pomogło Robertowi ulepszyć scenariusz. Dlatego dla mnie wkład aktorów był bardzo ważny. Potem, kiedy obsadzaliśmy dziewczyny w roli syren, odbywaliśmy próby, podczas których rozmawialiśmy o ich motywacjach.

M: Najpierw omówiliśmy dramaturgię i psychologię bohaterów, potem zaczęliśmy pracować z naszymi ciałami. Pracowaliśmy nad tym, aby fizycznie bardziej przypominać drapieżniki, potem czuć się jak syreny, a potem jak syrena, która chce stać się człowiekiem. Aby zobaczyć, jak się czuję, gdy moja postać ma trzy metry długości i jak się czuję, gdy mam nogi. Pracowaliśmy także nad nagością, abyśmy nie czuli wstydu, a zamiast tego mogli czuć się naturalnie podczas kręcenia i naszej siostrzanej relacji. Trzeba było więc popracować na kilku poziomach, psychologicznie i fizycznie.

To zdecydowanie rola, w której trzeba było bardzo zaufać reżyserowi. Odsłaniasz się na wiele sposobów, emocjonalnie i fizycznie. Nie współpracowałeś wcześniej z Agnieszką, więc w którym momencie powstało to zaufanie?

M: Wiedziałem, że ten projekt jest niezwykły i wyjątkowy, więc chciałem po prostu zaangażować się w niego na sto milionów procent. Próby, które odbyliśmy przed zdjęciami, naprawdę sprawiły, że zaufaliśmy sobie i pracowaliśmy nad postaciami, abyśmy mogli je dogłębnie zrozumieć. Potem pierwszego dnia na planie przyszliśmy z tym, co zrobiliśmy na próbie, na przykład zachowywaniem się jak drapieżnik, i Agnieszka powiedziała: „Odłóż to”. Zapamiętaj to, ale nie twórz tego ponownie. To był moment, w którym zdałem sobie sprawę, że mogę jej zaufać, ponieważ wiedziała, czego chce.

Jak zbudowałaś chemię z Michaliną do tego stopnia, że ​​naprawdę przypominacie siostry bliźniaczki?

M: To już trzeci film, który z Michaliną zrobiliśmy razem. W pierwszej byliśmy lesbijkami. A potem, w drugim, byliśmy współlokatorami. Dlatego zawsze ściśle ze sobą współpracowaliśmy. Na początku nie bardzo się rozumieliśmy. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, więc wiedzieliśmy, że to będzie proces, ale dobrze się stało, że nie złapaliśmy się od razu. Z tego powodu pracowaliśmy ciężej. Mieliśmy też te próby fizyczne, podczas których dotykaliśmy się i czuliśmy, że jesteśmy jednością, jakbyśmy byli jedynymi dwiema syrenami na świecie i mieli tylko siebie. Kiedy kręciliśmy, czułem, że znam Michalinę od środka i na zewnątrz, a ona mnie. I ta więź wciąż żyje. Mam wrażenie, że podobnie jak w filmie komunikujemy się telepatycznie, teraz mamy tę samą zdolność w prawdziwym życiu.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem streszczenie filmu, zanim zobaczyłem zwiastun, pomyślałem, że będzie głupkowaty i głupi, ale byłem pod wielkim wrażeniem, że udało ci się nadać filmowi znacznie bardziej przemyślany i poważny ton. W jaki sposób zadbałeś o to, aby wszystkie aspekty produkcji, od gry aktorskiej po projektowanie, były wolne od głupstw?

A: Postanowiłem potraktować naszych bohaterów bardzo poważnie. Moim celem było, aby ludzie śmiali się nie z bohaterów, ale z sytuacji, w której się znajdują. Jednak kiedy pracowaliśmy nad tą historią, wiele osób, w tym te, które dały nam pieniądze, powiedziało nam: „Jeśli chcesz zrobić film, fishtail, powinieneś to zrobić z papieru, bo wtedy byłoby śmiesznie. A na pewno tego nie chcieliśmy. Myślę, że humor wynika z połączenia elementów horroru z elementami muzycznymi.

To absurdalne, ale nie śmieszne.

O: Tak.

Pomyślałem, że to ciekawe, że marzeniem syren jest przybycie do Ameryki. Dlaczego Ameryka znaczy dla nich tak wiele?

Zodiak 27 lipca

Odpowiedź: To dlatego, że to musical. Ameryka to miejsce, w którym narodził się musical, więc ponieważ syreny śpiewają, chcą chodzić do lepszych klubów. Chcą udać się do królestwa musicalu.

Byłem pod wrażeniem, że chociaż jestem pewien, że twój budżet był ułamkiem budżetu hollywoodzkiego hitu, efekty specjalne były tak realistyczne. Jak udało Ci się utrzymać budżet, aby efekty wizualne były tak przekonujące?

A: Kiedy byliśmy jeszcze na leczeniu, poprosiłem największą i najlepszą firmę w Polsce, Platige Image, aby została naszym koproducentem, a oni przekonali mnie, żebym inaczej pomyślał o efektach specjalnych. Powiedzieli: Przede wszystkim musisz zrobić praktyczny model rybiego ogona. Praktyczne modelki są najlepsze, bo jeśli aktorki rzeczywiście będą mogły w nich przebywać, to zachowają się zupełnie inaczej. Tak więc w przypadku niektórych scen mamy praktyczne modele, a w innych trochę CGI.

Czy byłeś zaskoczony pozytywną reakcją Amerykanów na ten film?

Odpowiedź: Oczywiście, szczerze. Zanim ukończyliśmy film, prezes Festiwalu Filmowego w Sundance obejrzał film, ponieważ jeden z naszych producentów właśnie wysłał mu e-mail. A wszyscy w Polsce mówili: Nie, nie, nie wysyłaj! Następnie prezes powiedział nam, że przeczytał streszczenie i zapytał: Co to jest? Mój Boże, co za szalona historia! Ale poprosił o link i powiedział, że tak go zachwycił film, że już przed polską premierą wiedzieliśmy, że może Amerykanom się spodoba. Bo macie tradycję gatunkową i zupełnie inne postrzeganie filmu. To, co jest w Polsce bardzo dziwne, dla ciebie jest takie: Jest super! To fantastyczne! Tak wielu polskich producentów nie chciało dać nam pieniędzy na ten projekt. Powiedzieli: „Nikt za granicą nie zrozumie tego filmu, bo jest tak specyficzny”. Klub taneczny jest tak specyficzny dla Polski. Polska muzyka. To nie jest uniwersalne.

M: Na Sundance było bardzo zaskakujące, że ludzie robili z nami zdjęcia. Szliśmy ulicami, a ludzie mówili: „Witajcie, syreny!”.

The Lure gra obecnie w IFC Center w Nowym Jorku.